Wielkanoc 1965 roku zapoczątkowała trwającą trzy i pół roku agonię Ojca Pio. Od tego czasu jego ciało sprawiało wrażenie bezwładnego, a on sam stawał się coraz bardziej bezradny. Często tracił równowagę i upadał, dotknięty nagłymi zasłabnięciami. Ubywało mu nie tylko sił, stopniowo tracił również wzrok, a jego milczenie pogłębiało się z dnia na dzień. Sprawiał wrażenie nieobecnego, jakby powoli żegnał się ze światem. Ludziom z jego otoczenia zdawało się, że zna dzień własnej śmierci. A może było to tylko przeczucie?
Ojciec Pio od dzieciństwa żywił szczególne uczucia do Michała Archanioła. Nie był on dla niego jedynie odległą postacią z kart Biblii, lecz potężnym obrońcą i wiernym towarzyszem w walce duchowej. Książę Niebieskich Zastępów, który strącił Szatana z nieba, inspirował go do życia pełnego odwagi i niezłomności wobec sił ciemności. Miłość Ojca Pio do Michała Archanioła cechowała zarówno mistyczna fascynacja, jak i dziecięca ufność. Szczególne miejsce w jego sercu zajmowało sanktuarium w Monte Sant’Angelo, które traktował niemal jak duchową twierdzę – miejsce modlitwy, pokoju i bliskości nieba. Zachęcał wszystkich do odwiedzenia tego świętego miejsca, aby na nowo odkryć piękno wiary i zakochać się w Michale Archaniele.
Radość ze zmartwychwstania Jezusa nie jest wybuchem emocji ani chwilowym uniesieniem. Rodzi się wtedy, gdy człowiek odkrywa prawdę, że nie do śmierci należy ostatnie słowo, a grób nie jest celem, lecz progiem. Życie nie jest bowiem skazane na przemijanie, ale ma przyszłość w Bogu. Tak też Ojciec Pio rozumiał Wielkanoc.
Ojciec Pio posiadał wyjątkowo żywą i serdeczną więź z aniołami. Nie byli oni dla niego abstrakcyjnymi postaciami, lecz realną obecnością w codziennym życiu. Bóg posyłał ich do niego, aby kształtowali jego serce i przygotowywali go do wielkich dzieł.
Ojciec Pio, podobnie jak św. Franciszek z Asyżu, uważał pokój za dar Boży, owoc wewnętrznego zjednoczenia z Chrystusem i prowadzenia życia zgodnego z Jego wolą, który rodzi się z czystego sumienia. Nie oznaczało to bynajmniej, że życie Stygmatyka pozbawione było niepokojów duchowych, a ówczesnym światem nie targały konflikty zbrojne, które na niego by nie oddziaływały.

Dowiemy się, jak umiejętnie pocieszać. Doświadczeniem swoim dzieli się psycholog i wolontariuszka w hospicjum.
Czytaj więcej