Dobrego dnia z Ojcem Pio
NIEDZIELA, 20 SIERPNIA 2017: Radośni wiarą i spokojni na duszy, módlmy się zawsze, albowiem gorąca i szczera modlitwa przenika niebo i ma za sobą Bożą obietnicę.

Warcząca lodówka

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Spojrzałam na kalendarz z uśmiechniętym obliczem Ojca Pio i w duszy zadałam sobie pytanie: „A może to Ojciec Pio tak warczy, bo nie podoba mu się coś w mojej lodówce?”. Z lektur wiedziałam, że bardzo się umartwiał i przestrzegał przed nadmierną troską o dzień następny, o to, co będzie się jadło.

Na drodze nawrócenia często sięgałam do modlitewnika z wezwaniami do Ojca Pio, który podarował mi pewien kapłan. To wystarczyło, by bliżej poznać tego świętego i jeszcze bardziej się nim zainteresować. Po niedługim czasie wypatrzyłam w księgarni kolejny modlitewnik: „Adwent ze św. Ojcem Pio”, a potem książeczkę pomocną w przeżywaniu Wielkiego Postu.

Tak więc Popielec 2013 roku rozpoczęłam ze Stygmatykiem z Pietrelciny. Jego słowa zamieszczone w modlitewniku były skromne, ale potrafiły, kiedy trzeba, poruszyć albo uspokoić sumienie – były niczym balsam miłości. Dni Wielkiego Postu upływały pośród wzlotów i upadków, w których Święty mnie pokrzepiał, ale i ganił.

W tym czasie po raz pierwszy zamówiłam „Głos Ojca Pio”. Otrzymałam go wraz z kalendarzem, który zawiesiłam na lodówce. Po kilku dniach, schodząc rano z piętra, zlękłam się głośnego warkotu, który dochodził z kuchni. Domyśliłam się, że wydaje go lodówka. Spojrzałam na kalendarz z uśmiechniętym obliczem Ojca Pio i w duszy zadałam sobie pytanie: „A może to Ojciec Pio tak warczy, bo nie podoba mu się coś w mojej lodówce?”. Z lektur wiedziałam, że bardzo się umartwiał i przestrzegał przed nadmierną troską o dzień następny, o to, co będzie się jadło.

Po odmówieniu koronki o godzinie 15.00 przystąpiłam do odprawienia Męki Pańskiej z Ojcem Pio. Podczas odczytywania komentarza do szóstej stacji włos zjeżył się na mojej głowie: „Jeśli Ojciec Pio chce sprowadzić na dobrą drogę kogoś pogubionego, nie używa z pewnością pieszczot, ale chwyta go bezlitośnie w szpony, WARCZY na niego, ośmieliłbym się powiedzieć, że chwyta go zębami za kostkę i już nie puszcza zdobyczy. (…) Nie waha się wbijać paznokci w sumienie, jeśli trzeba wyrwać z niego uparte skłonności do złego”. To wystarczyło! Nie miałam najmniejszej wątpliwości, że poranny warkot lodówki to był jego warczący GŁOS!...

Tekst Gabriela Fojcik

Cały artykuł w papierowym wydaniu "Głosu Ojca Pio" [2/104/2017]

Ostatnio zmieniany piątek, 03 marzec 2017 13:21
Więcej w tej kategorii: « Na spadochronie Pana Boga

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Głos Ojca Pio 106 (4/2017)

Tym razem „Głos Ojca Pio” podejmuje problem przypadku w życiu człowieka. Autorzy zastanawiają się, czy rzeczywiście ślepy los rządzi naszym życiem?

Czytaj więcej

    


Matka Boża Fatimska i Ojciec Pio

  1. Świadectwa
  2. Intencje do Ojca Pio

REKLAMA

WIDEO

Newsletter