Już pierwsze oszczerstwo omal nie zrujnowało mu życia. Miał 15 lat i marzył, by wstąpić do zakonu. Ktoś przysłał anonim, że pobożny ministrant i kandydat na księdza uprawiał miłość z córką zawiadowcy stacji. Proboszcz nie dopuścił go do ołtarza i zagroził, że nie wystawi opinii koniecznej do przyjęcia do nowicjatu. Dopiero po kilku dniach kłamstwo zostało zdemaskowane.
Francesco wiele czasu spędzał u dziadków. U babci na kolanach słuchał opowieści o czarownicach, które rzucają na ludzi uroki, i czarnoksiężnikach potrafiących zamienić się w wilka, a także o wróżce Elce, która zamieszkała u podnóża skały Morgione...
Rodzice Ojca Pio byli analfabetami jak większość mieszkańców południowych Włoch w tym czasie. Posłali do szkoły publicznej swego najstarszego syna, Michele, ale ten chyba nie chodził na lekcje zbyt pilnie (w końcu koło domu i w polu ciągle była jakaś robota) i przez dwa lata nie nauczył się nawet czytać.
Ojciec Pio wychowywał się w zwyczajnej, chłopskiej rodzinie. Matka była ciepła i troskliwa, a ojciec zazwyczaj nieobecny i surowy. Rodzice zrobili jednak wszystko, aby syn zrealizował swoje marzenie życiowe...
Na początku lat 80. ubiegłego wieku, a więc zaledwie kilkanaście lat po śmierci Ojca Pio, pojawiła się w moim domu rodzinnym książka opisująca życie znanego już wówczas na całym świecie kapucyńskiego zakonnika. Ponieważ miałem wtedy tylko kilka lat, nie umiałem jeszcze czytać. Pamiętam jednak, że rysunek umieszczony na okładce książki, przedstawiający tajemniczą postać mnicha w brązowym habicie, surowo spoglądającego przed siebie, budził we mnie ciekawość, ale i dziwny lęk.

Zaprasza na spotkanie z aniołem gościnności. Dowiemy się od niego, jak najlepiej przyjmować gości i czy każdemu, kto puka do naszych drzwi, trzeba otworzyć.
Czytaj więcej