Glina jest materiałem, w którym mogę zapamiętywać to, co w sposób zupełnie mistyczny powstaje w mojej wyobraźni. W twórczym stanie świat materialny traci znaczenie. Myśli zaczynają płynąć inaczej, jakby prowadzone przez delikatny, niewidzialny nurt. Jedni nazywają to natchnieniem, a ja przekazem, formą duchowego kontaktu z opiekunami, którzy towarzyszą nam przez całe życie, a w pewnym momencie pozwalają w pełni się zrealizować. Gdy owo połączenie staje się wyraźne, prace nabierają innego wymiaru – przestają być tylko rzemiosłem, a stają się zapisem duchowego doświadczenia – mówi Dorota Urbaniak-Pełka, artystka znana z turmalinowych anielskich rzeźb.
Kim dla Pani są anioły? Jakie miejsce zajmują w uprawianej twórczości?
To trudne pytanie. Dla mnie anioły są obecnością – realną, choć niewidzialną. W pewnym sensie stają się faktem, bo poprzez rzeźbę materializuję ich istnienie, filtrując tę ideę przez własną wyobraźnię. Nikt z nas nie widział aniołów naprawdę, choć wierzę, że są ludzie, którzy doświadczyli ich bliskości. Ja ich nie spotkałam, dlatego moje wyobrażenie anioła jest sumą doświadczeń innych: malarzy, rzeźbiarzy, ludzi próbujących uchwycić tę duchową postać. Wszystko to przechodzi przez mój osobisty filtr – przez pryzmat mego patrzenia na świat.
Od kiedy w tworzonej przez Panią sztuce pojawiły się motywy religijne, a zwłaszcza anielskie? Co sprawiło, że zwróciła się Pani właśnie w tę stronę wyrazu artystycznego?
Trudno wskazać jeden moment. Początki zawsze są niejasne, nieokreślone. Łatwiej zauważyć chwilę, w której coś się kończy – kiedy dotychczasowa droga przestaje wystarczać. Praca w pracowni, czy to ceramicznej, czy jakiejkolwiek innej artystycznej, wprowadza człowieka w stan szczególnego skupienia. Większość twórców zna to uczucie: lekkie odcięcie od codzienności, zanurzenie w ciszy, w której rodzi się coś żywego, prawdziwego – sztuka.
W twórczym stanie świat materialny traci znaczenie. Myśli zaczynają płynąć inaczej, jakby prowadzone przez delikatny, niewidzialny nurt. Jedni nazywają to natchnieniem. Ja nazywam to przekazem, formą duchowego kontaktu z opiekunami, którzy towarzyszą nam przez całe życie i w pewnym momencie pozwalają w pełni się zrealizować. Gdy owo połączenie staje się wyraźne, prace nabierają innego wymiaru – przestają być tylko rzemiosłem, a stają się zapisem duchowego doświadczenia. Ich intuicyjność rodzi się właśnie z tej ciszy, izolacji, wewnętrznego skupienia.
Czy doświadczyła Pani w swoim życiu spotkania z „niebem” albo „piekłem”? Jakie emocje temu towarzyszyły?
W pewnym momencie twórca zaczyna rozumieć, że stoi przed wyborem między sztuką dobra a sztuką zła. To wybór duchowy, trzeba bowiem podjąc decyzję, komu powierzyć prowadzenie swoich myśli i swojej ręki: czy kierować się wygodą i materializmem, czy pozostać w zgodzie z własnym sumieniem...
Rozmawia Joanna Świątkiewicz
„Głos Ojca Pio” [GOP 160/4/2026]
Cały wywiad w drukowanym wydaniu „Głosu Ojca Pio”:
wydanie papierowe – zamów
wydanie elektroniczne (pdf) – zamów
e-wydanie – zamów
Dorota Urbaniak-Pełka – w 1998 roku założyła wraz z mężem, Jerzym Pełką, pracownię Cela 37. To właśnie on wykonuje dekoracje majolikowe – spod jego ręki wychodzą delikatne, uduchowione twarze, które tak często zachwycają klientów. Ponieważ ma wyjątkowe wyczucie dekoracji, anioły zyskują subtelny, spokojny wyraz. Oboje twórcy świetnie się w pracy rozumieją i wzajemnie uzupełniają. Ich pracownia wykonuje również inne ceramiczne rzeźby już zupełnie spoza anielskich tematów.

