Dobrego dnia z Ojcem Pio
NIEDZIELA, 20 SIERPNIA 2017: Radośni wiarą i spokojni na duszy, módlmy się zawsze, albowiem gorąca i szczera modlitwa przenika niebo i ma za sobą Bożą obietnicę.
Grzesznik drugim Chrystusem? © Głos Ojca Pio

Grzesznik drugim Chrystusem?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Przeglądając listy Ojca Pio, możemy natrafić na wiele fragmentów, które wydają się trudne do pogodzenia ze sobą. Raz widzimy w nich człowieka, który uważa siebie za grzesznika, niegodnego i niezdolnego do tego, by należycie odpowiedzieć Bogu. Kiedy indziej natomiast nie waha się on wskazywać na siebie jako wzór do naśladowania, a nawet znak dany przez Boga. Jak wyjaśnić te sprzeczności?

9 kwietnia 1911 roku Ojciec Pio informuje o. Benedetta:
„Wróg wytęża wszystkie swoje siły, aby nakłonić mnie do zgody na jego bezbożne plany. W szczególności ten złośliwy duch próbuje wszystkimi rodzajami wyobrażeń wprowadzić mi w serce myśli nieczyste i rozpaczliwe. Przedstawia mi obraz mojego życia – zwłaszcza świeckiego – w aspektach napawających wielkim strachem. Jednym słowem, Ojcze, znajduję się w szponach demona, który z całych sił chciałby mnie wyrwać z rąk Pana Jezusa. Jestem sam w walce, a moje serce napełnia przerażenie. Co mnie spotka, nie wiem. Czuję się bardzo słaby duchowo i fizycznie”.

We wrześniu 1911 roku wprost wyznaje swój grzech:
„Ze łzami w oczach piszę ten list. Wiedz, Ojcze, że w czasie ostatnich dni byłem na tyle bezczelny, iż obraziłem Pana Jezusa, raz jeszcze mówiąc nieprawdę. Mój Boże! Co za wstyd! Czy mam odwagę, Ojcze, oskarżać innych, podczas gdy sam jestem najgorszy ze wszystkich? Teraz doprawdy uznaję siebie za najbardziej niegodnego ze wszystkich marnych stworzeń”.

Jednak w innych listach pisze:
„W pewnych momentach jestem gotów zawołać z Apostołem: Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (7 lipca 1913).

„Mam pewność, jak zawsze, że z powodu obecnego stanu Jezus Chrystus będzie uwielbiony w moim duchu i w moim ciele bez jakiegokolwiek uszczerbku” (30 października 1914).

„Jak Jezus jest dobry dla swych stworzeń! Ile tylko zwycięstw odniósł Jego sługa,  wszystkie dzięki Jego najpotężniejszej pomocy! Jezus jest łaskaw wykorzystać mnie jako znak swojej łaski, stawiając mnie za przykład dla wszystkich grzeszników po to, aby nie utracili nadziei w swoje zbawienie. (…) Pan Bóg przenika moją duszę bez najmniejszego wysiłku i nagle prawda mówi sama przez się, bez hałasu, bez słów i bez podszeptów wyobraźni” (8 grudnia 1914).

Jak wyjaśnić sprzeczności, które łatwo zauważyć podczas lektury przedstawionych fragmentów?

Darmowy dar
Jeśli uważniej potraktujemy lekturę listów, dostrzeżemy, że wszystkie łączy ogromna tęsknota, wielkie pragnienie autora, by przyjąć Bożą miłość i odpowiedzieć na nią bez reszty; by zanurzyć się całkowicie w oceanie Bożego miłosierdzia, składając własne życie w doskonałej ofierze. Każde wydarzenie, każda wewnętrzna i zewnętrzna postawa, wszystkie cechy osobowości widziane są w perspektywie, w której centralne miejsce zajmuje Jezus – miłosierny Zbawiciel i sprawiedliwy Sędzia, który przychodzi, chce być bliski człowiekowi i z krzyża objawia swą moc.

Ojciec Pio własne życie widział w świetle Bożego działania. Dostrzegał w nim bogactwo darów i łask. Zachwyt i wdzięczność dla Boga oraz darmowości Jego łaski sprawiały, że podczas duchowych walk nie liczył nigdy na siebie, ale zdawał się w pełni na miłosierdzie Pana, który działał cuda w Jego duszy. Był świadom swej niemocy, przebywania „na granicy” życia i śmierci, wierności i grzechu. Wiedział też, że nieustannie jego udziałem jest wielki dar – łaska, która podtrzymuje go tak duchowo, jak i fizycznie.

„Od kiedy Pan obdarza mnie tymi łaskami – pisał do ojca Benedetta – czuję się zupełnie zmieniony, tak że nie rozpoznaję siebie jako tego, kim byłem poprzednio. Jestem w pełni świadomy, że jeśli jest jakieś dobro we mnie, jest ono całkowicie wynikiem tych nadprzyrodzonych darów. (…) Boże łaski, oprócz skutków właściwych każdej z nich, sprawiały trzy główne skutki: godne podziwu poznanie Boga i Jego niepojętej wielkości, ogromne poznanie samego siebie i głębokie poczucie pokory (…), w końcu wielka pogarda dla wszystkich rzeczy ziemi i ogromna miłość do Boga oraz umiłowanie cnoty” (1 listopada 1913).

Słowa te wskazują, że łaska to dar zupełnie bezinteresowny, darmowy; zaproszenie do nowego sposobu życia, który nie opiera się na interesownej wymianie, na egoistycznej walce o zabezpieczenie własnych potrzeb i interesów, na kalkulacjach. Przemienia ona wnętrze człowieka i daje nowy sposób widzenia całej rzeczywistości. Źródłem takiego daru może być tylko Bóg. Tylko Ten, który z krzyża, ofiarując nam wszystko, oddaje do końca także samego siebie. Lecz łaska – co dobitnie pokazuje przykład Ojca Pio – wymaga przyjęcia i odpowiedzi.

Nie wystarczy sama natura
Czy nie ma jednak przesady w słowach Ojca Pio, gdy mówi, że łaska budzi w nim „pogardę do wszystkich rzeczy, które są na ziemi”? Wypowiedź tę możemy dobrze zrozumieć tylko wtedy, gdy odczytamy ją w kontekście wielkiego wewnętrznego napięcia, ogromnej tęsknoty Ojca Pio, by już zobaczyć Boga twarzą w twarz, by zanurzyć się w niebiańskiej słodyczy Bożej obecności. Całe jego życie było ukierunkowane w tę stronę. Dlatego pragnął niejako wyrwać się z ograniczeń miejsca i czasu, ciała i materii, by, będąc niesionym przez łaskę, zjednoczyć się z Nieskończonym.

Nigdy jednak, jako prawdziwy syn św. Franciszka, naturą nie pogardzał ani jej nie deprecjonował. Była ona dla niego przede wszystkim przejawem Bożej wspaniałomyślności, jej znakiem. Dostrzegał, że tak łaska, jak i natura mają to samo źródło – Boga, który w niezmierzonej hojności podtrzymuje i obdarza. „My, chrześcijanie – pisał – jesteśmy podwójnie obrazem Boga: z natury (…) oraz za przyczyną łaski. Tak, łaska uświęcająca odciska w nas pełny obraz Boga, dzięki czemu mamy udział w Jego bóstwie. Jakże wielka jest nasza godność, lecz tylko pod warunkiem, że zachowujemy łaskę (…). Niestety, tracimy ją w chwili, gdy stajemy się nikczemni” (16 listopada 1914).

Choć zatem doceniał naturę, był zarazem świadom jej niewystarczalności, a nawet znikomości. Nie dlatego, że w tym, co naturalne, miałaby się objawiać jakaś niedoskonałość dzieła Boga, ale ze względu na grzech człowieka, który Boże dzieło naruszył, zniszczył. Natura, którą mamy – czy raczej: którą jesteśmy – jest skażona i aby ją odnowić, potrzeba łaski umożliwiającej podniesienie jej do pierwotnej doskonałości, pozwalającej nawet tę doskonałość przekroczyć.

Wyjście z pułapki
Ojciec Pio uważał, że kondycja człowieka żyjącego tylko według natury to rodzaj niewolnictwa. Człowiek, mimo że został cudownie stworzony, odszedł od Boga i nie potrafi otrzymanego bogactwa wykorzystać w sposób właściwy. Brak mu orientacji. Jest zagubiony, ślepy. Kieruje nim egoizm, który zaciemnia poznanie i osłabia wolę. Niewola grzechu, jak każde prawdziwe zniewolenie, uzależnia do granic możliwości, człowiek nie potrafi wydostać się z niej sam. Może liczyć tylko na Boga. Na Jego łaskę...

Tekst Maciej Zinkiewicz OFMCap

Cały artykuł w papierowym wydaniu "Głosu Ojca Pio" [1/103/2017]


MACIEJ ZINKIEWICZ – kapucyn, doktor filozofii, wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. Redaktor naczelny „Głosu Ojca Pio” i dyrektor Wydawnictwa Serafin.

Ostatnio zmieniany wtorek, 03 styczeń 2017 13:49
Więcej w tej kategorii: « Spojrzenie w zaświaty

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Głos Ojca Pio 106 (4/2017)

Tym razem „Głos Ojca Pio” podejmuje problem przypadku w życiu człowieka. Autorzy zastanawiają się, czy rzeczywiście ślepy los rządzi naszym życiem?

Czytaj więcej

    


Matka Boża Fatimska i Ojciec Pio

  1. Świadectwa
  2. Intencje do Ojca Pio

REKLAMA

WIDEO

Newsletter