Dobrego dnia z Ojcem Pio
NIEDZIELA, 14 MAJA : Do Boga należy ten, kto nieustannie stara się stawać coraz lepszym w Jego oczach.

Czym dla Ciebie jest Kościół?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Miejsce, w którym spotykam Boga
Na to pytanie nie od razu znajduję odpowiedź. Raczej odkrywam ją, powoli zagłębiając się w pojawiające się w mojej głowie myśli. Kościół jest tak różnorodny, że nie sposób zamknąć go w ramy jednego czy kilku zdań. To miejsce, w którym spotykają się ludzie. A Pan Bóg w swojej kreatywności obdarzył każdego człowieka niezwykłą wyjątkowością. Tak więc w Kościele spotykamy wiele dróg. I choć czasami są to ścieżki dla mnie niezrozumiałe, wiem, że każdy z nas może tutaj realizować Boży plan na swoje życie.

Czym więc dla mnie jest Kościół? Miejscem, w którym spotykam Boga. Nie tylko podczas Eucharystii, adoracji, spowiedzi, ale też w drugim człowieku. Na myśl przychodzi mi teraz mój spowiednik, który jest również moim kierownikiem duchowym. Czuję wdzięczność za nasze spotkania, za to, że wskazuje mi drogę, pomaga przyjąć właściwą – Bożą – perspektywę spojrzenia na mnie samą, na mój rozwój, na moich bliskich, na całe moje życie.

Kościół to miejsce spotkań również z osobami świeckimi. Gdy spotykam ludzi wierzących, czuję, że jest już między nami pewna więź – budowanie na wspólnym fundamencie wiary. Taka osoba już na początku wydaje mi się bliska, ponieważ wyznaje podobne wartości. To dla mnie niesamowita perspektywa: móc swobodnie dzielić się swoim doświadczeniem budowania relacji z Bogiem.

Zatem Kościół jest dla mnie przestrzenią, w której mogę poznawać siebie, budować relacje, a w tym wszystkim odkrywać miłość Boga przekraczającą moje wyobrażenia na temat otaczającej mnie rzeczywistości. Tak oto poznaję Boga, który zawsze daje więcej, który otwiera przede mną nowe horyzonty i zaprasza do rzeczy niezwykłych. On, znając mnie najlepiej, w pełnej wolności wyznacza mi miejsce w Kościele, w którym poprzez moje talenty mogę realizować swoje powołanie i ubogacać życie innych.

Anna Fałek, 25 lat, Kraków

 

To JA i TY w nieustannej drodze do NIEGO
Gdy słyszę to pytanie, mam milion myśli w głowie i nie wiem, którą wyrazić jako pierwszą. Kościół na pewno jest dla mnie wspólnotą ludzi wiary. Co przez to rozumiem? Kościół to JA i TY w nieustannej drodze do NIEGO. Kościół to ludzie, którzy pragną relacji z Chrystusem, którzy swoim życiem chcą odpowiadać na Jego miłość. To ludzie, dzięki którym ufam i wierzę, że On istnieje i jest obecny w życiu każdego człowieka. Czasem bowiem łatwiej dostrzec Boże działanie w cudzym, a nie we własnym życiu.

Poczucie wspólnoty pomaga mi wierzyć, szybciej rozwiewać wątpliwości i sprawniej wychodzić z duchowych „dołków”. Mobilizuje mnie do sięgania po słowo Boże. Kościół jest też dla mnie przestrzenią, w której czuję się w pełni przyjęta – z wszystkimi wadami, talentami, słabościami i radościami. Dlaczego? Bo wiem, że każdy z nas jest grzesznikiem i za każdego z nas Jezus oddał życie na krzyżu. A to bardzo zbliża.

Kościół zajmuje dużą część mojego życia i bardzo się z tego cieszę. To grupa wsparcia, która zdąża w tym samym kierunku, ma ten sam cel. Bycie jego częścią daje mi poczucie, że nie jestem na tej drodze sama. Kościół daje mi siłę, żeby żyć zgodnie z tym, co dla mnie ważne. Jest dla mnie zapewnieniem, że warto iść za Chrystusem, bo mogę dostać w twarz od świata, ale Kościół opatrzy mi te rany. Co więcej, wiara mi pokazuje, żeby akceptować, a nawet przyjmować człowieka, który mnie odrzuca.

Kościół to również niewyczerpane źródło sakramentów. Od kiedy jestem w Kościele – niezapomniany 24 października 1999 roku – mam dostęp do wielu przywilejów i mogę pomnażać wszystko, co otrzymuję. Pytanie brzmi, czy to robię...

 Marta Nowicka, 22 lata, Wrocław

 

Przestrzeń osobistego rozwoju w kierunku nieba
Myślę, że to konkretne pytanie Bóg stawia mi szczególnie teraz, gdy zewsząd dobiegają mnie głosy o skandalach w Kościele czy nienawiści do katolików. W takich momentach pojawia się kolejne pytanie: Dlaczego oddaję życie dla takiego Kościoła? Odpowiedź na obydwa pytania brzmi: jest on dla mnie wolnością, nieograniczoną przestrzenią mojego osobistego rozwoju w kierunku nieba, gdzie w mojej pełnej, ludzkiej wolności codziennie mogę wybierać na nowo Chrystusa.

Kościół jest zgromadzeniem ludzi – bliskich i dalekich – z którymi przeżywam moją wiarę. Spotykam w nim również tych, których zupełnie nie rozumiem i uczę się ich kochać. Otwiera zatem perspektywę miłości – bezgranicznej, darmowej, na którą nie musimy starać się zasłużyć.

Jednak jest też miejscem, gdzie każdy z nas upada, ale zostaje zaproszony, by z Bogiem i wspólnotą powstać. Tak więc Kościół to moja historia nawracania się i próba miłości.

Paulina Dzięcioł, 21 lat, Kraków

 

Spojrzenie na życie przez pryzmat obecności
Są takie pytania w życiu, które stale tkwią w mojej świadomości, więc wydaje mi się, że znam na nie odpowiedź. Dopiero w momencie bezpośredniej z nimi konfrontacji pojawia się pustka. Tak właśnie było z pytaniem: Czym dla Ciebie jest Kościół?

Czy to oznacza, że Kościół znaczy dla mnie tyle, co nic? Byłaby to zbyt pochopna odpowiedź, ponieważ wystarczyło, że posiedziałem kilka minut w ciszy, aby odkryć swoje miejsce w Kościele i poczuć, czym on jest dla mnie.

Kościół to spotkanie ludzi. Po przyjściu do kościoła uśmiecham się i witam tych, których znam, bo zaraz będę z nimi uczestniczył w Eucharystii i składał Bogu dziękczynienie. Jak tu się nie cieszyć!? W spotkaniach widzę Boga. Nie znoszę pomijania ludzi, udawania „świętej” pobożności, która nie zauważa modlącego się tuż obok człowieka. Bo nie wolno, nie wypada... Często dużo się ruszam podczas modlitwy, nie umiem spokojnie ustać, mylą mi się słowa formuł, ale widzę w tym swobodę, przestrzeń do bycia sobą. Otrzymuję azyl – ponieważ nie jestem oceniany za moje słabości.

W Kościele niekiedy zwyczajnie jestem, siedzę. Czasem coś krzyczę bezdźwięcznym ruchem warg, nieraz na usta cisną mi się niecenzuralne słowa... Wiem, że Bóg takim mnie tam chce. Chce, żebym był, nie uciekał. Siedzenie rodzi modlitwę i otwiera mi oczy na innych ludzi, bo Kościół to Bóg i ludzie, zawsze i wszędzie, niezależnie od lokalizacji.

I wiem: Kościół jest dla mnie prezentacją spojrzenia na życie przez pryzmat obecności, a nie zasługiwania na wszystko wysiłkiem. Niesamowitość Kościoła tkwi w tym, że założył go Chrystus, On go spaja i w nim przebywa. Nie my, ludzie, tworzymy jego wyjątkowość, ale Jezus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek.

Paweł Wichary, 21 lat, Bielsko-Biała

 

Wspólnota Bożych szaleńców
Długo zajęło mi dojrzewanie do obecnej w mojej świadomości wizji Kościoła, z którą mógłbym się utożsamić, choć od zawsze byłem we wspólnocie wierzących. Dzięki temu, że przeszedłem przez różne etapy swojej wiary, dzisiaj głębokie poczucie przynależności do wielkiej wspólnoty czy nawet rodziny powołanej przez samego Boga coraz bardziej rozpala we mnie chęć pogłębionego rozeznawania w niej swojego miejsca. Przecież właśnie do tego powołany został każdy, o czym sam bardzo często zapominałem. Stare powiedzenie mówi: „Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”. Wydaje mi się, że podobnie jest z samym Kościołem i odnalezieniem się w nim, bo na każdym człowieku (a nie tylko na kapłanach głoszących kazania z ambony) spoczywa odpowiedzialność za to, jak będzie wyglądała wspólnota wierzących dziś, za pięć, dziesięć bądź więcej lat.

Całkiem niedawno usłyszałem mądre słowa na temat wspólnoty, z którymi w pełni się utożsamiam: chcąc wskazać komuś drogę do Jezusa, bardzo często staramy się pokazać Kościół jako zbiorowisko normalnych, pobożnych ludzi, różniących się od innych jedynie życiem zgodnym z nauką Jezusa. Tymczasem nic bardziej mylnego – dla obecnego świata jesteśmy szaleńcami. Nie traktowałbym jednak tego jako zniewagi! Podobnie osiemset lat temu myślano o Świętym Franciszku, a mimo to potrafił on pociągnąć za sobą do Chrystusa rzesze ludzi (co zresztą robi do dziś). Tkwi w tym pewna nauka i prawda o Kościele, o której nie można zapomnieć – jako Kościół jesteśmy szaleńcami, Bożymi szaleńcami! Właśnie to jest w nas najlepsze, bo tylko tak możemy zmienić współczesny świat i przypomnieć Dobrą Nowinę!

 Bartek Sokołowski, 24 lata, Kraków

 

„Głos Ojca Pio” [129/3/2021]

Ostatnio zmieniany piątek, 30 kwiecień 2021 18:10
Więcej w tej kategorii: « Nie dziwi mnie bunt młodych

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Głos Ojca Pio 129 (3/2021)

Głos Ojca Pio 129 (3/2021)

W tym numerze o obecności młodych ludzi w Kościele. Autorzy artykułów analizują sytuację i starają się odpowiedzieć na następujące pytanie: Czy młodzież faktycznie zniknęła z kościołów?

Czytaj więcej

    


  1. Świadectwa
  2. Intencje do Ojca Pio

REKLAMA

WIDEO

Newsletter