Dobrego dnia z Ojcem Pio
CZWARTEK, 6 LIPCA : Szukaj samotności, ale niech nigdy nie brakuje ci miłosierdzia dla bliźniego.
Zadanie domowe fot. archiwum autora

Zadanie domowe

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Ogólnie przekaz jest jasny. Tak Pismo Święte, jak i tradycyjne nauczanie Kościoła mówią, że należy głosić wiarę wszystkim ludziom. Zresztą: jaki byłby sens religii, która zakazywałaby głoszenia swojej nauki w świecie? Chrystus wyraźnie nakazał: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16,15-16). Słowa te skłoniły pierwszych uczniów do rozejścia się na cztery strony świata i głoszenia wszystkim, że Chrystus jest Panem i Zbawicielem. Zapłacili za to wysoką cenę, bo tylko jeden z nich umarł śmiercią naturalną, zaś pozostali złożyli ofiarę męczeństwa. Nie zraziło to jednak kolejnych pokoleń kobiet i mężczyzn, które aż po dziś gotowe są opuścić swoje domy, przyjaciół i ojczyzny, by udać się w najdalsze zakątki świata głosić Dobrą Nowinę słowem i czynem.

Warto postawić pytanie o to, czy my również powinniśmy kierować się ewangelicznymi wskazaniami i wyjechać do dalekich krajów, by tam mówić o Chrystusie. Otóż nie! Ponieważ zwyczajnie nie każdy się do tego nadaje. Jeśli mówimy o misjach w sensie dalekich wyjazdów i głoszenia Ewangelii innym narodom, mamy raczej na myśli specyficzne powołanie, którego Bóg udziela niektórym. Jednak o misyjności Kościoła możemy i powinniśmy mówić w sensie szerszym, wszak on niezmiennie nucza, że KAŻDY ochrzczony z samego faktu przyjęcia sakramentu wejścia do wspólnoty wierzących jest zobowiązany do głoszenia i obrony wiary. Jakby tego było mało, zobowiązanie to zostało potwierdzone w sakramencie bierzmowania. Zatem wszyscy w Kościele jesteśmy misjonarzami. Od, nazwijmy ich zawodowymi, różni nas jedynie teren działania.

Nie uważam się za człowieka wybitnego, a i tak zdarzyło się kilka razy, że zostałem poproszony o zabranie głosu na temat wiary przed szerszą publicznością w różnych zakątkach naszego kraju. Pokazuje to wyraźnie, że nawet jeśli nie ma się nic odkrywczego do powiedzenia, i tak wcześniej czy później nadarzy się okazja, by dać świadectwo swojej wiary. Nie miałem z tym większego problemu.

Są jednak tereny misyjne, gdzie głoszenie wiary wiąże się z wielkim trudem, a często z odrzuceniem i brakiem zrozumienia. Tam trzeba szczególnej odwagi w mówieniu o Bogu, bo środowisko rzadko bywa przychylne i otwarte. I wcale nie mam na myśli misji w dalekich krajach. Dzisiaj trudne bywa nawet mówienie o Bogu w domu, pracy, szkole czy wśród znajomych i przyjaciół. Trzeba mieć wielką odwagę i miłość do Jezusa, by publicznie przyznać się do wiary. Wobec skali obecnych ataków na katolików każde świadectwo jest czynem na wskroś heroicznym, mimo że za wyznanie wiary nikt u nas jeszcze nie zabija… Jednak słowa potrafią ranić bardziej niż pięści.

Uważam, że prawdziwe misje czekają nas w zaciszu naszych domów. Nie pytajcie mnie jednak, jak należy je prowadzić, ponieważ nie ma na to jednakowej recepty. Jestem ojcem dwóch nastolatek i wiem, jak trudno do nich dotrzeć z przekazem Ewangelii, by ukazać im piękno Chrystusa. One konfrontują moje słowa z moimi czynami i widzą, jakim jestem człowiekiem. W dodatku żyją w świecie, gdzie wiara, wartości, uczciwość i pracowitość są wyszydzane. Nawet najpiękniejsze z uczuć i postaw – miłość i wierność – są zdeformowane i wynaturzone. Warto w tej sytuacji się zastanowić: Czy i w jaki sposób głosimy naukę Ewangelii w najbliższym otoczeniu? Czy mamy odwagę mówić o Bogu w swoich rodzinach, wśród przyjaciół i sąsiadów? W końcu: Jakie dajemy świadectwo o Kościele? Łatwo jest pięknie mówić, trudniej pięknie żyć. Tymczasem w ewangelizacji nie można oddzielić słów od czynów. Autentyczny przekaz domaga się ich spójności.

Poddajmy własne życie wnikliwej analizie, a poznamy odpowiedzi na bardzo ważne pytania: Dlaczego tak wielu młodych odchodzi z katechezy? Dlaczego mamy do czynienia z tak wielkim wzrostem rozwodów i zdrad małżeńskich? Dlaczego tak wielu młodych duchownych po kilku latach od przyjęcia święceń porzuca kapłaństwo? Dlaczego wciąż borykamy się z plagą alkoholizmu, a na ulicach doświadczamy wulgarności i agresji? Ponieważ chory jest polski dom. Dom, w którym nie mówi się o Bogu, nie myśli po Bożemu i nie modli się do Boga. Tak wygląda największy teren misyjny na przyszłe dziesięciolecia.

Popatrzmy na Holandię. Stamtąd jeszcze kilkadziesiąt lat temu wywodziło się najwięcej misjonarzy. Dzisiaj to kraj bez powołań, w którym kościoły zamienia się na nocne kluby. Warto z tego przykładu wyciągnąć wnioski, dopóki jest jeszcze o co walczyć. Przestańmy w końcu żyć mrzonkami o kolejnej „wiośnie Kościoła” i spójrzmy prawdzie w oczy, bo chodzi o zbawienie nasze i naszych najbliższych. Dziękujmy Bogu za łaskę wiary i zadbajmy o to, byśmy nie byli ostatnim pokoleniem, które ją zachowało. Czeka nas trudne zadanie domowe, z którego realizacji zdamy sprawę przed Bogiem.

Tekst Adam Maniura

GOP [142/4/2023]


ADAM MANIURA – mąż, ojciec, były katecheta i miłośnik fotografii, prowadzi fotoblog bytominside.pl

Ostatnio zmieniany wtorek, 04 lipiec 2023 10:48

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Głos Ojca Pio 159 (3/2026)

Głos Ojca Pio 159 (3/2026)

Pokazuje, jak kłaść serce na dłoni i wytrenować nawyki serdeczności, by razem być i ładniej żyć. Mówi też o sercach większych od każdego ludzkiego serca, których kult...

Czytaj więcej

   


 

WIDEO