Dobrego dnia z Ojcem Pio
NIEDZIELA, 30 PAŹDZIERNIKA 2016: Pozwól łasce działać w tobie tak, jak się Bogu podoba.

Tornado dobrej woli

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Były dwa dni do końca zrzutki, a na leczenie Filipka brakowało nadal ponad 3 miliony złotych. Była to jedna z tysięcy charytatywnych zbiórek dla chorych dzieci, więc kto by uwierzył, że zakończy się sukcesem. A jednak udało się! Zebrano ponad 6 milionów złotych i Filipek poleciał do Stanów Zjednoczonych, gdzie znajduje się już pod opieką lekarzy, a jego rodzice publikują codziennie zdjęcia uśmiechniętego synka.

Akcja zbierania pieniędzy dla 2-letniego chłopca była niczym tornado dobrej woli. Na Facebooku powstała grupa „Armia Filipka” licząca 38 tysięcy członków. Ta społeczność wymyślała codziennie dziesiątki nowych sposobów na nowe wpłaty, wciągała kolejne tysiące osób do pomagania.

Rekordowe zbiórki pieniędzy
Zaledwie kilka dni później, gdy konto Filipka się zapełniło, armia wyznaczyła sobie nowy cel. Chory na zanik mięśni, mający niewiele ponad roczek Wojtuś, potrzebował aż 9 milionów złotych na leczenie. I znowu się udało: internetowa zrzutka zakończyła się wynikiem o 10% wyższym niż planowany – zebrano prawie 10 milionów złotych.

Takich przykładów dobroczynnej hojności ostatnie tygodnie przyniosły bardzo dużo. Wystarczy wspomnieć, że to właśnie teraz, w czasie epidemii, kończy się rekordowa zbiórka funduszy: portal Siepomaga.pl na pomoc dla szpitali zebrał już prawie 30 milionów złotych. To wynik rekordowy nie tylko ze względu na kwotę, ale także na liczbę wpłacających, bo jest ich prawie pół miliona i ciągle przybywa. Nowy impuls do wpłat dała akcja #hot16challenge2, w której tysiące osób nagrało krótkie filmiki ze swoją twórczością i publikuje je w sieci, zapraszając do udziału znajomych. Swój utwór nagrał nawet Prezydent RP.

Nie gorzej poszło koszalińskiej fundacji „SMS z Nieba”, która pod hasłem „Zanurzeni w miłości” zorganizowała zbiórkę na zakup respiratorów dla szpitali. Każdy z nich kosztował ponad 100 tysięcy zł, ale pieniędzy wpływało tyle, że wystarczało na kolejny respirator już po jednym lub dwóch dniach. W sumie, w ciągu dwóch miesięcy ufundowano ich aż 37!

Hojność dotarła nie tylko do chorych i szpitali – dzięki setkom darczyńców nawet Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży zdołało uratować swoje zagrożone przez epidemię pismo „Wzrastanie”, które nadal będzie się ukazywać.

Zaczyna być normalnie
Przymusowa kwarantanna odmieniła ludzi, przewartościowała ich patrzenie na świat. Odzyskaliśmy sporo czasu, do tej pory traconego na stanie w korkach, zdążanie na pociąg czy buszowanie po sklepach. Korki zniknęły, pociągi jeździły puste, a duże galerie były tygodniami zamknięte. Mój znajomy, który od 3 miesięcy pracuje zdalnie, stwierdził wczoraj ze zdumieniem, że już dwa miesiące nie tankował na stacji benzynowej. Jest entuzjastą kwarantanny, bo dzięki odzyskanemu czasowi zdążył założyć warzywnik i wyremontować część domu, a od miesiąca pasjonuje się wypiekaniem chleba – co tydzień wymyśla ciasto z nowymi składnikami. Radość, z jaką o tym opowiada, jasno pokazuje, że odzyskał w życiu równowagę i nareszcie może nacieszyć się prostymi rzeczami, które dotąd zbyt często umykały jego uwadze.

Bo wirus jest śmiertelny, ale ma też ten efekt uboczny, że daje możliwość intensywniejszego niż do tej pory zajęcia się własnym życiem i jego jakością. Kto ciągle wstawał o świcie, żeby jechać godzinę do pracy, mógł nareszcie się wyspać. Kto spędzał za mało czasu z rodziną, miał wreszcie szansę się nią nacieszyć. Kto wracał z pracy późno, skonany po ciężkim dniu i nie miał już siły się modlić, dostał wreszcie szansę modlitwy bez walki z opadającymi powiekami.

Kolejną szansą jest czas na dostrzeżenie potrzebujących. Wreszcie można było spokojnie przeczytać apele chorych dzieci i ich rodziców, pomyśleć o przetrwaniu parafii, która przez dwa miesiące nie zbierała niedzielnej tacy, docenić pracę szpitali przyjmujących chorych, mimo śmiertelnego niebezpieczeństwa zarażenia wirusem pracowników.

To teraz, w czasie kwarantanny, tysiące osób odkryło i przekonało się, że dobroczynność jest nowoczesna, wygodna i praktycznie niczym się nie różni od zakupów w sieci. Gdy jednak po zakupach często okazuje się, że towar nie zawsze spełnia oczekiwania, to charytatywne zbiórki zapewniają dotarcie dobrego uczynku do adresata bez reklamacji, bo prawdziwe dobro ma zawsze stuprocentową jakość.

Najszybszy sposób, by zostać bogatym
Czy będziemy świadkami kolejnych rekordów w dobroczynności? To od każdego z nas zależy, czy z dzielenia się zrobimy element naszego stylu życia. Czy będziemy zwracać uwagę na potrzebujących zamiast ciągle wymawiać się brakiem czasu czy biedą.

Dobroczynność jest znakiem stanu naszego ducha i łatwo to udowodnić. Jeśli pamiętacie Zacheusza z Ewangelii, który wszedł na drzewo, by lepiej zobaczyć przechodzącego Jezusa, to pamiętacie też, co ów celnik zrobił, gdy Jezus zamieszkał u niego – z radości postanowił od razu rozdać połowę swojego majątku ubogim. A Jezus tak się z tego postanowienia ucieszył, że mu odpowiedział: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu”. Jest więc jasne, że dobroczynność podoba się Bogu i zostanie hojnie nagrodzona.

Od lat rozmawiam z ludźmi o pomaganiu i pieniądzach. Prawie każdy słyszał powiedzenie, że „dobro powraca”. I to szczera prawda, ta zasada działa niezawodnie, bo nie spotkałem jeszcze nikogo, kto by żałował, że pomógł komuś w biedzie. Nie wszyscy jednak wykorzystują tę wiedzę w praktyce – zapominają, że aby coś mogło wrócić, musi najpierw wyjść. A im więcej wyjdzie, tym więcej wróci. To właśnie jest sposób, by jak najszybciej mieć spokój w sprawach finansowych: zostać regularnym darczyńcą dla jakiejś dobrej sprawy, wpłacać co miesiąc chociaż jeden procent swoich dochodów na jakiś dobroczynny cel – hospicjum, kuchnię dla ubogich czy inne dzieło, które nam się podoba, a najlepiej ustawić bezterminowo comiesięczny przelew w banku i nie oczekiwać niczego w zamian, niech będzie to działanie całkiem bezinteresowne. Wszyscy ludzie, którzy mają takie pomaganie w zwyczaju, dochodzą po jakimś czasie do względnego spokoju w finansach. To rzecz sprawdzona i pewna – rozmawiałem już z wieloma bogaczami i wszyscy komuś regularnie pomagają. Pewnie ktoś powie, że to myślenie magiczne, ale Zacheusz nie szukał wymówek i dostał w zamian za rozdaną część swojego majątku o wiele więcej. Możemy doświadczyć tego samego, bo choć minęły dwa tysiące lat, to sytuacja jest taka sama: ubogich nadal nie brakuje, a hojnych wciąż za mało.

Koronawirus zdaje się już słabnąć i niedługo przestaniemy nosić na twarzach maseczki. Zachowajmy w sobie dwie rzeczy, których nauczył nas czas kwarantanny: docenianie tego, co mamy, i hojność. Bijmy kolejne rekordy w pomaganiu. Niech okazane dobro powraca do nas z całą mocą.

Tekst Robert Kawałko

 


Robert Kawałko – prezes zarządu i fundator Polskiego Instytutu Filantropii. Prowadzi firmę zajmującą się szkoleniami i doradztwem w zakresie pozyskiwania funduszy. Zainicjował powstanie Polskiego Stowarzyszenia Fundraisingu, którego był prezesem w latach 2006-2012. Pomysłodawca i organizator kampanii dobroczynnych kilometrydobra.pl i dobrytestament.pl.

Ostatnio zmieniany wtorek, 07 lipiec 2020 11:21

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Głos Ojca Pio 125 (5/2020)

Głos Ojca Pio 125 (5/2020)

Autorzy starają się zachęcić do działania i zmiany życia na lepsze. Najbardziej przekonującym przykładem jest były więzień, Grzegorz Czerwicki.

Czytaj więcej

    


POLECAMY

  1. Świadectwa
  2. Intencje do Ojca Pio

REKLAMA

WIDEO

Newsletter