Kiedy czytam życiorysy świętych, widzę, jak bardzo byli pokorni: niektórzy wobec surowych spowiedników, inni w stosunku do nierozumiejących ich dostojników Kościoła, a większość przede wszystkim w obliczu swoich wad i słabości. Tak wysoce wyśrubowane przykłady potrafią zniechęcić i obudzić we mnie poczucie, że w ten sposób nie da się żyć. Nie potrafię przecież aż tak bardzo się uniżyć. W moim kręceniu się wokół własnej osi nie znajduję na to miejsca. Czy aby na pewno tak jest?
„Boże, mój Boże, Ciebie szukam. I Ciebie pragnie moja dusza, a ciało moje tęskni za Tobą”. Coraz rzadziej wezwanie to wyrywa się z serca współczesnego człowieka, który przestaje nie tylko komunikować się z Bogiem, ale nawet Nim się interesować. Przyczyn tego zjawiska jest wiele, ale skutki pozostają te same – pustka duchowa.
Przyzwyczailiśmy się do widoku bezdomnych na naszych ulicach, w dworcowych korytarzach, żebrzących przy sklepach. Często przechodzimy obojętnie lub – z powodu lęku, uprzedzeń bądź niewiedzy – nie umiemy się wobec nich zachować.
Gorliwy kapucyn i niezłomny patriota, br. Wacław Nowakowski nie ugiął się pod ciężarem carskich represji, które spadły na niego za działalność w ruchu narodowowyzwoleńczym. Nie zdradził ojczyzny ani Boga. Nawet podczas katorżniczej drogi na Sybir pozostał wierny zakonnej tożsamości i chrześcijańskim wartościom.
Wierzymy w świętych obcowanie, co oznacza, że mamy nie tylko wzorce do naśladowania, ale bliskich, którzy wraz z nami polecają nasze sprawy Bogu. Korzystamy z owoców naszych świętych poprzedników, którzy nie tyle odeszli, co na nas czekają. Nie pożegnali się z nami, a jedynie mówią: Do zobaczenia!

Zaprasza na spotkanie z aniołem gościnności. Dowiemy się od niego, jak najlepiej przyjmować gości i czy każdemu, kto puka do naszych drzwi, trzeba otworzyć.
Czytaj więcej