Dobrego dnia z Ojcem Pio
PONIEDZIAłEK, 18 GRUDNIA 2017: Czy jest sens bać się ojca, który zapewnił nas, że bez Jego woli nawet włos z głowy nam nie spadnie?
© Głos Ojca Pio © Głos Ojca Pio

Wspomnienie Ojca Pio 23 września

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Modlitwa – duchowa praktyka człowieka wiary – wymaga wytrwałości. Ojciec Pio, nieustannie doskonaląc swój dialog z Bogiem, miał świadomość jego niedoskonałości. Pracując nad sobą w tej dziedzinie, pomagał również swym duchowym dzieciom w uświęcaniu ich własnej codzienności poprzez modlitwę.

Wiele już napisano i powiedziano o modlitwie Ojca Pio, dlatego tym razem postaramy się wydobyć z jego bogatej korespondencji i świadectw te fakty, które były publikowane rzadko lub nie są znane polskiemu czytelnikowi, by w ten sposób rzucić nowe światło na duchowość oracyjną Stygmatyka.

Modlitwa nieustanna
Ojciec Pio był człowiekiem nieustannej i żywej modlitwy, można by rzec, że był wielkim orantem. Wierzył w skuteczność modlitwy, którą wraz z własnym cierpieniem zanosił do Boga za zbawienie ludzi powierzających się jego modlitwom.

W jego życiu i kapłańskiej posłudze modlitwa nie była stratą czasu, ale jego uświęceniem poprzez wewnętrzny dialog z Bogiem oraz medytację nad życiem i słowami Jezusa. Choć do swego ojca duchowego pisał: „Modlę się nieustannie”, to równocześnie rozpaczał, że wciąż brakuje mu czasu na ten duchowy dialog. Podobnymi słowami: „Módlmy się nieustannie, a odniesiemy zwycięstwo nad naszymi nieprzyjaciółmi...”, zachęcał do ciągłej modlitwy swoją duchową córkę, Raffaelinę Cerase. W ten sposób wypełniał polecenie św. Pawła (1 Tes 5, 17).

Dialog z Bogiem
Motywami modlitwy Ojca Pio były: uwielbianie Boga wraz z całkowitym poddaniem się Jego woli oraz służenie Mu z miłością. Jednemu ze swoich duchowych synów radził zachowywanie tych samych powodów, które będą kierowały jego modlitwą: „Nie zapominaj o moich uwagach, które ci przekazałem, abyś w modlitwie zbliżał się do Boga i stawiał się w Jego obecności z dwóch zasadniczych przyczyn: po pierwsze, by oddawać cześć Bogu i wyrażać należne Mu poddanie. [...] Jeśli potrafisz rozmawiać z Panem, to mów do Niego, chwal Go, módl się do Niego, słuchaj Go; jeśli nie potrafisz mówić, to się nie zniechęcaj. [...] Drugi powód, dla którego ktoś stawia się w obecności Bożej na modlitwie, wyraża się tym, że chce on mówić i słuchać głosu Pana w Jego natchnieniach i wewnętrznym oświeceniu”. Dobra modlitwa miała zatem rodzić się z oddawania czci Bogu i wynikać z posłuszeństwa wobec Jego słowa. Była ona dialogiem, który składał się ze słów uwielbienia – wypowiadanych przez modlącego się – i słów Boga, które należało przyjąć w duchu posłuszeństwa, na wzór Maryi: „Niech mi się stanie według Twego słowa!” (Łk 1, 38).

Modlitwa z miłości
Jednak to miłość była istotą modlitwy Zakonnika. Dlatego też o nią prosił samego Boga: „W sposób szczególny proszę o miłość Bożą: ona jest dla nas wszystkim; jest miodem, którym winny być osłodzone wszystkie nasze niedomagania, uczucia i działania”. Boża miłość popychała go do modlitwy nie tylko za swoje duchowe dzieci, ale i za tych, którzy go nie znali, którzy go nie kochali, którzy go ignorowali i obrażali. Ofiarowywał za nich nie tylko osobiste supliki, ale i dotkliwe cierpienia, które torturowały jego duszę i ciało. Miał bowiem pewien program: pracować, modlić się, czuwać i płakać za zbawienie biednych grzeszników. „Pracowałem i chcę pracować, modliłem się i chcę się modlić, czuwałem i chcę czuwać, płakałem i chcę płakać zawsze za moich braci na wygnaniu” – pisał o swej misji Ojciec Pio. Słodycz miłości Bożej rodziła w nim gorące pragnienie zbawienia wszystkich grzeszników, które wyrażał w osobistej modlitwie: „Przychodzę z tym ogromnie żarliwym pragnieniem, które nieustannie powtarzam Jezusowi, modląc się o zbawienie waszych dusz”.

Droga krzyżowa
Droga krzyżowa była jedną z bardziej cenionych praktyk modlitewnych w duchowości Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Na szczególną uwagę zasługuje wzmianka, że chorym, którzy nie mogli uczestniczyć w nabożeństwach drogi krzyżowej odprawianych w kościele, wolno je było odprawiać indywidualnie z krzyżem w dłoniach. Należało przy tym odmówić czternaście razy: „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo” i „Chwała Ojcu”, a następnie jeszcze pięć razy na pamiątkę pięciu ran Jezusa na krzyżu i na koniec kolejny raz w intencji papieża. Taka praktyka modlitwy medytacyjnej i uczuciowej jednocześnie, z powodu częstych chorób, nie była obca Ojcu Pio. Przypatrując się cierpieniom swego świątobliwego współbrata, ojciec Gennaro Preziuso stwierdzał, że „cała Męka Pańska odżywała w nim wewnętrznie i zewnętrznie”. Przeżycia wewnętrzne Stygmatyka szły bowiem w parze z ich zewnętrznymi przejawami, które objawiały się na jego ciele. Rodziły się one jednak nie tylko z rozważania Męki Pańskiej, ale z kroczenia po drodze krzyżowej wraz z cierpiącym Mistrzem. „Być na krzyżu z Chrystusem to akt dalece bardziej doskonały niż tylko kontemplacja Jezusa na krzyżu” – napisał w jednym z listów do Raffaeliny Cerase.

Prośba o wstawiennictwo
Może kogoś zdziwi fakt, że Ojciec Pio nie tylko się modlił, ale również wielokrotnie prosił o modlitwę za siebie lub innych. A jednak nierzadko możemy przeczytać na kartach jego „Epistolario” słowa podobne do tych, które znajdują się w liście do ojca Benedetta, datowanym na 29 listopada 1910 roku: „O, Ojcze, błogosław mnie i módl się także za mnie”. Co więcej, czasem zdarza mu się także nakazywać modlitwy za samego siebie, i to pod rygorem posłuszeństwa.

Ojciec Pellegrino zauważył, że jedną z osób, którą Stygmatyk często prosił o modlitwę (co przybierało nawet formę żebrania), był prosty brat zakonny, Costantino. Zajmował się on zbieraniem jałmużny dla zakonników mieszkających w klasztorze. Ojciec Pio tak mówił o nim do ojca Pellegrino: „Brat Costantino, stary i schorowany, wydaje się być już nieużyteczny. A jednak, jako posłuszny syn Świętej Matki Kościoła, wie, jak trzymać koronę w ręku i umie się modlić do Madonny, a to znaczy więcej niż [to, co robię] ja i ty. [...] Ten człowiek przyciąga ku sobie wzrok Madonny i, ze względu na jego modlitwy, wiele dusz otrzymuje zbawienie”. Wiara w moc modlitwy wstawienniczej brata Costantino rodziła się u Ojca Pio z wewnętrznego przekonania, że jego współbrat dzięki posłuszeństwu i umiejętności zwracania się z ufną prośbą do Madonny nie mógł pozostać niewysłuchany.

Poszukiwanie Boga
Ojciec Pio nie tylko był wielkim orantem, ale także poszukiwanym i cenionym mistrzem dobrej modlitwy. Uczył, że jest ona nieodzownym elementem życia chrześcijańskiego, ponieważ bez niej nie można być prawdziwym chrześcijaninem. Pewnego razu, spędzając wraz ze swymi duchowymi dziećmi czas na rekreacji w przyklasztornym ogrodzie, dał im następującą naukę: „Boga poszukuje się w książkach, a znajduje na modlitwie. Jeśli dziś brakuje wiary, to dzieje się tak z powodu braku modlitwy. Boga nie znajduje się w książkach, ale na modlitwie: gdy się więcej modli, bardziej wzrasta wiara i dzięki temu znajduje się Boga”. Ta prosta rada uświadamia nam istnienie niezbywalnej relacji, jaka panuje pomiędzy modlitwą a wiarą. Wiara ożywia modlitwę, a modlitwa umacnia wiarę, czego nie jest w stanie uczynić żadna, nawet najlepsza książka.

Cerowanie modlitw
Kolejne dwa świadectwa mówiące o Ojcu Pio jako tym, który uzdrawia, oczyszcza czy reperuje modlitwy swoich duchowych córek, wprowadza nas w trudną do zrozumienia przestrzeń oddziaływania oranta. Niełatwo bowiem wyjaśnić, na czym miałoby polegać owo naprawianie niedoskonałych modlitw przez charyzmatycznego zakonnika, choć jego argumentacja wydaje się taka oczywista.

Pani Florio, użalającej się nad sobą z powodu modlitwy, która według niej była „brzydka i niedoskonała”, Ojciec Pio odpowiedział: „Oddaj mi ją jako monetę zardzewiałą, a ja ją oczyszczę, wypoleruję, zanurzę we krwi Jezusa i stanie się złotem”. Innej córce duchowej, która zaobserwowała, że odmawia różaniec jak coś „powyciąganego i podartego”, zaproponował: „Oddaj mi go, a ja go poceruję”.

Oczyszczanie modlitwy we krwi Chrystusa (niczym cennej monety w płynie antykorozyjnym) po to, by nabrała prawdziwego blasku, czy łączenie w całość modlitwy różańcowej niczym cerowanie lub nawlekanie na jeden sznur poszczególnych jego paciorków, miało stać się częstym zadaniem Ojca Pio.

Tych kilka luźnych myśli o modlitwie stanowi mozaikę składającą się na większą całość bogatej duchowości oracyjnej Ojca Pio. Jednak najlepszym komentarzem do tej duchowości niech będą słowa wielkiego czciciela Stygmatyka, papieża Jana Pawła II, który 24 maja 1987 roku podczas wizyty w San Giovanni Rotondo powiedział: „Gdy przyjechałem po raz pierwszy do Ojca Pio, byłem młodym kapłanem i spodziewałem się zobaczyć w nim kopię świętego Franciszka z Asyżu – drobnego, skromnego – natomiast Ojciec Pio był postawnym, dobrze zbudowanym mężczyzną. Uderzyła mnie w nim modlitwa, to jak odprawiał Mszę Świętą i cierpienie”.

Niech zatem duch modlitwy Ojca Pio wspiera nas w codziennej modlitwie, byśmy mogli uświęcać czas podarowany nam przez Boga, odnajdując Jego żywą obecność w Eucharystii i w dobrowolnie przyjętym cierpieniu.

Błażej Strzechmiński OFMCap
„Głos Ojca Pio” (nr 41/2006)


POLECAMY

 

Porady Ojca Pio. Jak dobrze się modlić

Zobacz: e-Serafin.pl

Ostatnio zmieniany czwartek, 21 wrzesień 2017 08:23

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Głos Ojca Pio 108 (6/2017)

Temat numeru: Oswoić samotność

Ojciec Pio pokazywał jak w samotności spotkać Boga i otworzyć serce na drugiego człowieka.

Czytaj więcej

    


Rekolekcje adwentowe

  1. Świadectwa
  2. Intencje do Ojca Pio

REKLAMA

WIDEO

Newsletter