Dobrego dnia z Ojcem Pio
ŚRODA, 21 LISTOPADA 2018: Będziemy naśladowcami Jezusa wówczas, gdy przetrzymamy wszystkie boje życia i będziemy uczestniczyli w Jego triumfie.
  • 30 październik 2018
  • 96

Kiedy Pan Bóg stworzył czas?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

W poemacie o stworzeniu nie znajdziemy o tym bezpośredniej informacji. Jednak już w piątym wierszu pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju pojawia się refren: „I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy”. Skoro upłynął dzień, to znaczy, że istnieje czas.

Tekst ks. Jerzy Czerwień

Choć Pismo Święte nie podejmuje bezpośrednio tematu czasu i jego początku, można wnioskować, że pojawia się on wraz ze stworzeniem. Rodzi się tylko pytanie, czy istniał on wcześniej, zanim Pan Bóg uczynił „rzeczy widzialne i niewidzialne”? Jakąkolwiek damy odpowiedź, będzie ona wynikać z naszych założeń filozoficznych, bo Objawienie tego nie wyjaśnia. Ponadto jesteśmy uwarunkowani naszym życiowym doświadczeniem, które nie pozwala pojmować niczego poza strukturą czasową.

Prawda o wieczności
Owszem, umiemy wyobrazić sobie rzeczywistość, która jest niezależna od czasu, jednakże musimy uczciwie przyznać, że tego, co pozaczasowe, nie potrafimy pojmować w innych kategoriach. Kiedy myślimy o wieczności, narzuca się nam wyobrażenie nieskończonego odcinka czasu. Nawet Katechizm Kościoła Katolickiego, choć bardzo konsekwentnie unika stosowania pojęcia czasu do zagadnień eschatologicznych, nie jest wolny od skojarzeń czasowych.

W tym właśnie wymiarze jedną z najtrudniejszych spraw do wytłumaczenia jest kwestia czyśćca. Nie sposób mówić o nim, nie odwołując się do czasu. Potrafimy dość precyzyjnie wyabstrahować go od skojarzeń przestrzennych, podkreślając, że jest on stanem, a nie miejscem. Nie umiemy jednak mówić o nim inaczej niż o stanie przejściowym, przemijającym, tymczasowym. Zaznaczamy, że jest on oczyszczeniem, które się skończy. Jest ograniczony czasowo, więc rozgrywa się w czasie. A przecież pojawia się po śmierci, czyli już w wieczności.

Skoro mówimy o czyśćcu mającym swoje trwanie i koniec, narzuca się koncepcja wieczności jako niekończącego się czasu – nie potrafimy stworzyć modelu, który by ją lokował poza nim. Oto jeden z dylematów pojmowania wynikający z naszego doświadczenia, które nie jest w stanie oderwać się od kategorii czasu.

Idąc dalej takim tokiem myślenia, warto zauważyć, że nasze pojmowanie wieczności rzutuje ostatecznie na Pana Boga. Skoro wieczność to niekończący się czas, Pan Bóg jest w nim zanurzony na zasadzie trwania. Znowu pojawia się paradoks: czy czas został przez Pana Boga stworzony i On nad nim panuje, czy też Pan Bóg podlega czasowi? Oczywiście tę drugą alternatywę odrzucamy, bo Pan Bóg nikomu i niczemu nie podlega. Jednak gdy przychodzi nam sobie wyobrazić i za pomocą pojęć wyrazić prawdę o Bożej wieczności, nie potrafimy się uwolnić od kategorii czasu trwającego nieskończenie długo. I tak wracamy do punktu wyjścia.

Z perspektywy stożka
Podejmijmy jeszcze jedną kwestię. Rozważmy zderzenie czasu i wieczności. Bywa, że pytamy o wiedzę Pana Boga dotyczącą przyszłości i zasadę jej pojmowania. Jeśli przyjmiemy, co narzuca się naszemu intelektowi, że jest On zanurzony w czasie, wówczas z trudem znajdziemy odpowiedź na powyższe pytania. Można tylko przyjąć, że Pan Bóg, tak jak my, przewiduje przyszłość, albo do tego stopnia panuje nad czasem, że wszystko, co się wydarzy, jest całkowicie Jego dziełem, przez Niego w szczegółach zdeterminowanym. Wówczas jednak nie ma miejsca na wolność stworzeń, a przede wszystkim człowieka.

Ten moment zderzenia czasu i wieczności otwiera nową perspektywę spojrzenia. Spróbujmy w pewien sposób zamienić czas na przestrzeń. Dla człowieka czas dostępny jest tylko w tym odcinku, który nazywa się „teraz”. Przeszłość została za nami, a przyszłość rozciąga się przed nami. Obie są niedostępne naszemu bezpośredniemu oglądowi. To trochę tak, jakby człowiek wędrował wokół podstawy ogromnego stożka. Wówczas to, co za nim, znika, a to, co przed nim, jest niewidoczne, ponieważ obie te perspektywy są przesłonięte przez wspomniany obiekt. Jeśli jednak ktoś zdołałby stanąć na jego wierzchołku, widziałby zupełnie inaczej. Miałby pełen ogląd całego obwodu podstawy. Widziałby przeszłość, przyszłość i teraźniejszość wszystkich wędrowców jednym rzutem oka. Ten model może być pewnym przybliżeniem spojrzenia Boga na nasze pojmowanie czasu.

Bóg jest wieczny, czyli znajduje się ponad czasem. Jego poznanie obejmuje całość rzeczywistości wpisanej w czas. Jednym „spojrzeniem” poznaje przyczyny, przebieg i skutki tego, co dokonuje się w rzeczywistości podległej czasowi. Kiedy my, podlegli ograniczeniom czasu, nie potrafimy odnaleźć sensu wydarzeń dziejących się wokół i nas angażujących, Bóg, który widzi także to, czego dla nas jeszcze nie ma, swoim poznaniem nadaje sens rozgrywającym się wydarzeniom.

Taki model spojrzenia na relację wieczności Boga i naszej czasowości pozwala na nieco inne postrzeganie rozważanego wcześniej dylematu czasowości czyśćca. Zaproszenie do zbawienia jest wejściem w Bożą wieczność wznoszącą się ponad czas. Gdy staniemy się jej uczestnikami, będziemy do Boga podobni, bo ujrzymy Go twarzą w twarz. Będziemy spoglądać na rzeczywistość z Jego domu. Czas zostanie i dla nas rozwiązany, a my uwolnieni z jego pętli. To jednak pozwoli nam spojrzeć inaczej na nasze życie. Będziemy je widzieli tak, jak widzi je Bóg. Zarówno co do jego wartości, jak i co do jego dynamiki w czasie. Stanie się ono dla nas dostępne w całości naraz. To pozwoli na jego przepracowanie. A do tego procesu czas nie będzie już potrzebny. Faktorem zmiany będzie decyzja podejmowana w pełnej wolności. Ostateczna, w pełni ludzka decyzja.

Wszystko naraz
I na koniec niniejszych rozważań już tylko maleńki dodatek: skoro Pan Bóg istnieje ponad czasem i to, co dla nas jest przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, dla Niego stanowi jedno, w takim razie znikają dwa dylematy „spóźnionego” wstawiennictwa i uprzedzającej łaski.

Ten pierwszy dylemat jest może dziecinny, ale pojawiają się pytania, czy warto prosić o miłosierdzie Boga dla zmarłych, bo przecież jeśli już są w niebie, to moja modlitwa „się spóźnia”. Oczywiście, oni już są w niebie. Ale modlitwa się nie spóźnia, bo ona im to niebo otwarła, mimo że w czasie ów fakt dopiero nastąpi, bowiem w wieczności Boga ona już działa.

Tu rozwiązuje się także pytanie o uprzedzający dar łaski, jakim było zachowanie stanu niepokalania Maryi od chwili poczęcia na mocy zbawienia wysłużonego przez krzyż Jezusa. W czasie najpierw Maryja się niepokalanie poczęła, a potem dopiero Jezus umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia. Ale dla Pana Boga zbawienie jest od początku, od chwili poczęcia się całej rzeczywistości widzialnej i niewidzialnej. Dla Boga wszystko jest „naraz”. Cała historia grzechu i zbawienia ma wymiar równoczesności: nie ma w niej wcześniej i później, a skutek może znajdować się przed przyczyną.

 


Jerzy Czerwień – ksiądz, doktor teologii w zakresie historii Kościoła (2003). Pracował jako asystent na Wydziale Historii Kościoła Papieskiej Akademii Teologicznej (2003-2007), a także był przełożonym w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Krakowskiej (2003-2011). Obecnie pracuje jako proboszcz w parafii Matki Bożej Królowej Polski w Nowej Hucie.

 


„Głos Ojca Pio” [6/114/2018]

 

Ostatnio zmieniany wtorek, 30 październik 2018 13:00
Więcej w tej kategorii: « Boskie poczucie humoru

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Głos Ojca Pio 114 (6/2018)

Temat numeru: W pogoni za czasem

Autorzy zastanawiają się, kto i kiedy stworzył czas, w jaki sposób wpływa on na nasze życie, a także co zrobić z jego brakiem i...

Czytaj więcej

    


  1. Świadectwa
  2. Intencje do Ojca Pio

REKLAMA

WIDEO

Newsletter