Dobrego dnia z Ojcem Pio
ŚRODA, 14 CZERWCA :  Trzeba nieustannie troszczyć się o formację swego serca i nie zaniedbywać niczego, co mogłoby przysporzyć szczęścia.
Ukryta przed ludzkim wzrokiem fot. Głos Ojca Pio

Ukryta przed ludzkim wzrokiem

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

„Miałam łatwość w poznaniu, czym jest dusza względem Boga. I jakie ma znaczenie dusza szczęśliwa i nieszczęśliwa, czyli zbawiona i potępiona. Miałam też szczęście poznać wielkość serca Bożego. Gdyby przyrównać je do ludzkiego: jak atom jest ludzkie, a jak słońce – Boże. I to jeszcze niezupełnie się zgadza. Składam wszystko w tym sercu. Cieszę się, że mogę coś złożyć w ofierze Panu. Jestem przekonana, że On jest ze mnie zadowolony, a że ludziom dogodzić trudno, no bo to są ludzie...” – zapisała w dzienniku duchowym s. Wanda Boniszewska, mistyczka, która do śmierci była nieznana, ukrywała bowiem otrzymane nadzwyczajne dary.

Z s. Haliną Skubisz ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów, należącą do komisji historycznej w procesie beatyfikacyjnym s. Wandy Boniszewskiej, rozmawia br. Maciej Zinkiewicz OFMCap

Siostro, jak to możliwe, że dopiero kilka lat temu usłyszałem po raz pierwszy o jednej z największych polskich mistyczek – s. Wandzie Boniszewskiej?
Siostra Wanda Boniszewska to mistyczka żyjąca w ukryciu. Ja przez kilka lat mieszkałam z nią w tym samym domu zakonnym w Konstancinie. Chociaż przebywałyśmy pod jednym dachem ani ja, ani większość sióstr nie wiedziałyśmy nic o jej mistycznych doświadczeniach, o stygmatach. Sprzątałyśmy nawet w jej pokoju, odwiedzałyśmy ją i zaprowadzały na modlitwy do kaplicy i na posiłki, ale nie dostrzegałyśmy, by wyróżniała się czymś szczególnym, może poza pokojem, jaki z niej emanował.

Siostra Wanda była stygmatyczką. Czy to możliwe, by nikt o tym nie wiedział?
Do bezpośredniej opieki nad nią była wyznaczona tylko jedna siostra – ona oraz przełożone miały dostęp do wszystkich informacji, inne siostry nie. Owszem, o stygmatach wiedziały też siostry, które w latach trzydziestych posługiwały z s. Wandą w Wilnie. Ona właśnie tam je otrzymała. Był to czas, kiedy najbardziej krwawiły, a więc były najtrudniejsze do ukrycia.

Sytuacja zmieniła się w latach pięćdziesiątych, gdy s. Wanda trafiła do obozu dla szczególnie niebezpiecznych więźniów politycznych w Wierchnieuralsku (z którego nikt nie wracał) za ukrywanie o. Antoniego Ząbka SJ przed sowietami. Ponadto zarzucono jej działalność przestępczą, która opierała się na... przynależności do nielegalnej organizacji – Zgromadzenia Sióstr od Aniołów, prowadzeniu na polecenie agenta Watykanu, za którego uznano o. Ząbka, nielegalnych zajęć – katechezy dla chłopskich dzieci, a także działalności szarlatańskiej – przybliżaniu ludziom religijnych i mistycznych pojęć, przedstawianiu siebie jako niezwykłej i przepowiadaniu przyszłości narodów. Był to dla s. Wandy szczególnie bolesny czas, ponieważ na nowo przeżywała otwarcie stygmatów.

Stygmaty na jej ciele były widoczne w latach 1935-1951, a następnie także podczas pobytu w łagrze w latach 1951-1956. W późniejszym czasie pojawiały się jedynie okresowo.

Doświadczyła zatem bardzo dużo cierpienia: od bólu stygmatów po prześladowanie przez system komunistyczny.
W obozie s. Wanda przebywała w najtrudniejszych latach stalinowskich represji. Była tam tym bardziej prześladowana, ponieważ modliła się nawet za Stalina – o jego nawrócenie. Nieraz w mistycznej ekstazie wypowiadała jego imię i nazwiska innych komunistów, co wzbudzało ogromną nieufność strażników obozu i chęć zemsty.

Jej obecność w obozie, wierne trwanie przy Bogu i modlitwa owocowały wieloma nawróceniami strażników i komendantów. Śledczy, którzy traktowali ją ze szczególnym okrucieństwem, prosili później o przebaczenie i modlitwę. Była dla otoczenia niewygodnym znakiem Bożego działania, bo nikt nie wątpił, że żaden człowiek nie byłby w stanie tego wszystkiego wytrzymać.

Po powrocie do kraju s. Wanda żyła jeszcze długo – zmarła w 2003 roku w Konstancinie. Dopiero trzy lata temu rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny.

Nosiła stygmaty. Jakie inne dary mistyczne otrzymała?
Szczególnym rysem jej misji i powołania była modlitwa i cierpienie za kapłanów. Takie otrzymała wezwanie od Chrystusa w bezpośrednim, wewnętrznie usłyszanym słowie.

Słowo to – czyli Chrystusa przemawiającego do jej serca – słyszała już od dziecka, od czasu Pierwszej Komunii Świętej. W dzieciństwie miała też bliskie i, powiedzielibyśmy, mistyczne relacje z Aniołem Stróżem. Kiedy jej rodzice pewnego dnia udali się do kościoła, a Wanda została sama ze służbą w domu, odwiedziła ją pewna „dziewczynka”. Spędziły razem sporo czasu, rozmawiały. Potem Wanda została poproszona o ucałowanie świętego obrazka, który następnie otrzymała jako podarunek. Po pewnym czasie „dziewczynka” dała do zrozumienia, że musi już wracać do innych świętych zadań. Obrazek został w domu, chociaż służba nikogo nie widziała.

Będąc w zgromadzeniu zakonnym, s. Wanda otrzymała łaskę głębokiego uczestniczenia w Męce Chrystusa. Początkowo oglądała ją tylko niejako z zewnątrz, współcierpiąc z Panem. Potem Jezus pozwolił jej przeżywać swe cierpienie niejako w Jego własnej osobie. Siostra Wanda czuła wszystko i doświadczała, jakby była na miejscu Ukrzyżowanego, jakby była Nim samym. Najpierw otrzymała stygmaty niewidoczne – odczuwała ból, ale nie było zewnętrznych znaków. Jednak Jezus postanowił to zmienić pewnego dnia 1935 roku. Od tego czasu nosiła rany na dłoniach, stopach i boku, ale także w innych miejscach. Początkowo krwawiły one nieustannie, po latach to się zmieniło: odnawiały się jedynie okresowo – od czwartku do soboty, szczególnie w okresie Wielkiego Postu.

Siostra Wanda miała pełną świadomość, że jej powołaniem jest ofiara za kapłanów. Szczególnie za tych, którzy się zagubili, zeszli na drogę grzechu. Niekiedy miała wewnętrzne poznanianie, który kapłan i gdzie potrzebuje w danej chwili jej pomocy.

Dla przykładu można przytoczyć historię pewnego księdza, który chciał popełnić samobójstwo i stał już na dużej wysokości, gotowy, by skoczyć. Siostra Wanda wewnętrznie usłyszała o potrzebie modlitwy za niego, wzniosła do Boga wołanie, ofiarowała cierpienie… A ksiądz dostrzegł bawiące się na dole dzieci, które powiedziały coś o piekle i potępieniu, i odstąpił od swych zamiarów.

Interwencje s. Wandy nie obyły się bez reperkusji. Pewnego razu siostry i spowiednik zastali ją w celi zakonnej z grubym sznurem na szyi, podduszoną, ledwo żywą. Byli tym bardzo zdziwieni, ponieważ takiego sznura nigdy w tym domu zakonnym nie było. To szatan próbował zemścić się na zakonnicy za ratowanie kapłanów.

A jaka była na co dzień? Jak to możliwe, że wiele osób, nawet żyjących blisko, mogło nie wiedzieć o jej przeżyciach?
Siostra Wanda była bardzo skryta. Ukrywała świat swych mistycznych doznań, jak tylko potrafiła. Uczyła religii, wykonywała wiele zwykłych codziennych posług. Z wiekiem, oczywiście, sił miała coraz mniej. Ale i wcześniej bywały okresy wyłączenia z życia.

Prowadziło to niekiedy do nieporozumień w życiu wspólnotowym. Nikt nie mógł bowiem zrozumieć, jak to możliwe, że s. Wanda w piątek umiera, a w poniedziałek wspina się na jabłonkę, żeby zebrać owoce. Jednego dnia ciężko pracuje, drugiego jest bez sił. Jej mistycznych stanów otoczenie nie rozumiało, a ona nie była gotowa, aby cokolwiek wyjaśniać. Także z tego składała ofiarę Chrystusowi.

Sekrety jej duszy znali tylko spowiednicy. Byli dla niej wsparciem w wielu trudnych chwilach, ale i sami zapewne wiele czerpali z jej modlitwy i ofiary.

Jakie jest przesłanie s. Wandy na obecne i przyszłe czasy?
Jej życie jest świadectwem wielkiej miłości Jezusa do kapłanów i tego, kim oni są dla Niego. Pokazuje też, że On dzieli się misją troski o nich z innymi. Żyjemy w czasach, kiedy kapłaństwo jest na różne sposoby atakowane. Bez wątpienia kapłanów chce zniszczyć szatan. Tylko kto wtedy udzieli nam sakramentów? Kto będzie głosił słowo Boże? Kto da nam Chrystusa? Życie s. Wandy i jej współprzeżywanie Męki Pańskiej to głośne wołanie, jak bardzo kapłani przez Chrystusa są umiłowani i jaki ból Mu sprawiają, jeśli spełniają swe powołanie w niegodny sposób. On jednak zawsze jest im gotów przebaczyć, ofiarować uzdrowienie, ponieważ zostali na zawsze wypisani na Jego sercu.

Do modlitwy i ofiary za kapłanów Jezus zaprosił s. Wandę, a przez nią także nas. Trzeba, byśmy zanurzając się w Męce Pana, wzięli udział w toczącej się dziś duchowej walce.

Siostra Wanda z pewnością wspiera wszystkich, którzy chcą pójść jej drogą. Jej grób w Konstancinie odwiedza coraz więcej osób. Otrzymujemy świadectwa wielu łask otrzymanych za jej przyczyną. Czas tej żyjącej w ukryciu mistyczki dopiero nadchodzi.

GOP [45/1/2024]


Halina Skubisz – zakonnica z bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów, które pomaga kapłanom w ewangelizacji. Należy do komisji historycznej w procesie beatyfikacyjnym s. Wandy Boniszewskiej.

Ostatnio zmieniany sobota, 30 grudzień 2023 00:01

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Głos Ojca Pio 147 (3/2024)

Głos Ojca Pio 147 (3/2024)

Nowy numer stara się odpowiedzieć na pytanie, czy istnieje lekarstwo na obolałą duszę. Odpowiedź brzmi: istnieje. A zaczyna działać, gdy odpowiemy na wyciągniętą ku nam pomocną dłoń Boga.

Czytaj więcej

        


 

  1. Świadectwa
  2. Intencje do Ojca Pio

REKLAMA

WIDEO

Newsletter