Dobrego dnia z Ojcem Pio
SOBOTA, 23 WRZEśNIA 2017: Nie zdawaj się wyłącznie na siebie, lecz każdą troskę pośród trudności powierzaj Temu, który jest naszym jedynym Dobrem.
© Christoppher King / Dreamstime.com © Christoppher King / Dreamstime.com

Wspomnienie Anieli Salawy 9 września

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

W niebieskiej sukni, którą dopiero co sobie kupiła, wyglądała pięknie. Jej fason podkreślał urodę dziewczyny. Aniela spojrzała w lustro i uśmiechnęła się do swoich myśli. Tak bardzo pragnęła się podobać!

Gdy wyszła na miasto, z radością spostrzegła, że ludzie patrzą na nią z podziwem. Myśleli zapewne, że jest piękną damą, a nie tylko zwykłą służącą. Upojona szczęściem usłyszała nagle wyraźny wewnętrzny głos: „Dokąd biegniesz i komu chcesz się przypodobać?”. Stanęła na ulicy wstrząśnięta.
Aniela została służącą za przykładem swojej starszej siostry. To właśnie Teresa pomogła jej znaleźć w Krakowie posadę, choć zdawała sobie sprawę z tego, jak wiele niebezpieczeństw może czyhać na prostą, wiejską dziewczynę podejmującą pracę w wielkim mieście.

Lustro
Teresa nie pomyliła się w swoich przeczuciach: Aniela, oszołomiona życiem miejskim, zaczęła być lekkomyślna i próżna. Chciała podobać się ludziom i pieniądze wydawała na stroje. Pracę służącej traktowała jako życiową konieczność. Gdy koleżanki Teresy, którą martwiło postępowanie młodszej siostry, zwracały uwagę Anieli na jej niefrasobliwe zachowanie, dziewczyna, trwając w uporze, odpowiadała im: „O, widzicie jaką ona jest, broni mi się ubrać, a któżby na mnie popatrzył, gdybym się nie ubrała?”. A kiedy prosiły ją, by brała przykład z siostry, mówiła na swoje usprawiedliwienie: „Ech, bo Teresa tak się spieszy do nieba jak kurier – a ja to tak pomalućku, pomalućku, pomalućku!”.

Aniela kochała swoją siostrę. Dlatego jej śmierć była wielkim wstrząsem dla niefrasobliwej osiemnastolatki. Teresa zmarła 25 stycznia 1899 roku, mając zaledwie dwadzieścia sześć lat.

Modląc się przy jej grobie, Aniela zrozumiała, że musi zmienić swoje postępowanie. Nie było jej łatwo. Lubiła ładne stroje, uwielbiała taniec, rozrywki… Pewnego razu została zaproszona na wesele. Kiedy z ogromną przyjemnością tańczyła z jakimś kawalerem, ukazał jej się nagle Chrystus, który z wyrzutem powiedział: „Tak się tu bawisz! A tam, w kościele samego mnie zostawiasz, od wszystkich opuszczonego?”. Zawstydziła się bardzo. To był ostatni taniec w jej życiu… Bywała jeszcze później na weselach, była duszą towarzystwa, potrafiła wszystkich rozweselić, ale już nigdy nie zatańczyła. 

Pogrzebacz
Ubierała się skromnie, ale zawsze elegancko. Wcześniej pragnęła podobać się ludziom, teraz Bogu. Kiedy ukończyła osiemnaście lat, za zgodą spowiednika złożyła dozgonny ślub czystości. Była to decyzja przemyślana i omodlona. Pragnęła poświęcić się całkowicie swojemu Panu.

Była jednak pełną uroku młodą kobietą i podobała się mężczyznom. Kiedy szła na zakupy, młodzi subiekci prawili jej komplementy, nadskakiwali. Gdy jednak nie udało im się zwrócić na siebie uwagi pięknej służącej (dziewczyna stawała się nagle zła jak osa, nie odpowiadała na zaczepki), zaczęli ją lekceważyć, pomijać i dawali gorszy towar.

Nierzadko też musiała się zmagać z panami, u których służyła. Kilka razy z tego właśnie powodu opuszczała posadę i szukała pracy gdzie indziej. Do obrony przydawał się leżący w kuchni pogrzebacz. Zdarzyło się nawet, że napastowana uciekła na dach i tam spędziła całą noc.

Innym razem, będąc w mieście, gdy zauważyła, że goni ją jakiś wojskowy, zaczęła przed nim uciekać. Kiedy zobaczyła w niedalekiej odległości od siebie dwie spacerujące kobiety, poczuła się bezpieczniej. Mężczyzna dogonił ją i zapytał, dlaczego tak biegła. „Masz pan rozum?” – usłyszał jej nieoczekiwane pytanie. „O, i jeszcze jaki!” – odpowiedział, pusząc się jak paw. „To kieruj się pan rozumem, a nie naturą i swoją namiętnością” – poradziła mu.

Służąca
Zanim Aniela złożyła ślub czystości, pragnęła wstąpić do klasztoru. Nie przyjęto jej jednak. W dzieciństwie marzyła nawet o udaniu się na pustynię, by tam służyć Bogu. Teraz zrozumiała, że może Mu służyć, wykonując pracę służącej. „Kocham moją służbę, bo mam w niej wyborną sposobność wiele cierpieć, wiele pracować i wiele się modlić, a poza tym niczego na świecie nie szukam i nie pragnę” – zwierzała się koleżankom.

W „Dzienniku” natomiast, w którym na prośbę spowiednika opisywała swoje życie duchowe oraz łaski, jakich jej Bóg udzielał, zamieściła takie wyznanie: „…zdaje mi się, że jestem tu, gdzie mnie od maleńkości Pan Bóg wołał, bo jak tylko dobrze świat poznałam, czułam szalony pociąg do cierpienia i do ubóstwa. I tak w duszy czułam zawsze od dziecka, że tylko będąc w najwięcej poniżonym stanie, odpowiem łasce Bożej. I dlatego obrałam dobrowolnie stan służącej, […] wzgardziwszy wszelkim szczęściem, które mi się nastręczało”.

Kandydat na męża
Owo „szczęście”, które się Anieli „nastręczało” dotyczyło propozycji wyjścia za mąż. Nie chodziło tutaj jedynie o kandydatów z jej rodzinnej wioski. Ilekroć wracała do Sieprawia, mocniej biły serca miejscowych kawalerów. Przed laty właśnie z tego powodu opuściła dom rodzinny, ku niezadowoleniu swojego ojca, który pokładał duże nadzieje w zamążpójściu córki.

Aniela bardzo spodobała się pewnemu oficerowi austriackiemu. Miał względem niej poważne zamiary i w tym celu udał się do domu adwokata Fischera, u którego dziewczyna pracowała. Adwokat przyjął go z wszystkimi należnymi mu względami. Aniela jednak do salonu nawet nie zajrzała. Odrzuciła propozycję zamążpójścia, mimo że związek małżeński z tym oficerem wyniósłby ją ponad pozycję państwa, u którego służyła.

Zaskakująca przyjaźń
W domu Fischerów Aniela pracowała najdłużej – jedenaście lat (1900-1911). Wykonywała większość prac domowych. Pokoje lśniły czystością, posiłki były zawsze podane na czas, a goście adwokata nie mogli się nadziwić mądrości dziewczyny, gdy z nią rozmawiali. Co więcej, czuli względem niej onieśmielenie. Mimo że była tylko służącą i należała do stanu najbardziej wówczas poniżanego, emanowała z niej godność.

Żona Edmunda Fischera była młodsza od Anieli o dwa lata. Obdarzyła swoją służącą nie tylko zaufaniem, powierzając jej opiekę nad całym gospodarstwem, ale i przyjaźnią. Zawsze wyrażała się o niej z wielkim uznaniem i chętnie rozmawiała z nią na tematy duchowe. Pomagała jej nawet w drobniejszych pracach, jak na przykład froterowanie podłogi, by dziewczyna mogła przeznaczyć więcej czasu na adorację. Kiedy niespodziewanie zachorowała na nieuleczalną chorobę, w testamencie podarowała służącej wszystkie swoje suknie.

Wewnętrzne zmagania
Anielę bardzo ceniły nie tylko jej koleżanki służące, ale także panie, u których one pracowały. Często damy te pytały: „A kiedy Anielka do nas przyjdzie?”. Postrzegały ją jako radosną, mądrą i bardzo lubiły z nią rozmawiać.

Osoby, które otaczały Anielę, nie zdawały sobie sprawy z walki wewnętrznej, którą często musiała toczyć. Niełatwo było jej opanować gwałtowne usposobienie. Jeszcze w dzieciństwie, gdy ktoś jej dokuczył, potrafiła powiedzieć: „Żebyś ty zdechł zaraz”. W młodości była niecierpliwa w kontaktach z innymi, prędka, nie znosiła sprzeciwu. Bardzo łatwo się zniechęcała, żaliła przed koleżankami. Z tą gwałtownością musiała bardzo walczyć do końca życia.

O jej niecierpliwości na drodze duchowej świadczy też fakt, że wszystkie cnoty chciała osiągnąć od razu. Włożyła jednak ogromny wysiłek w pracę wewnętrzną i jej usposobienie się zmieniło. W drażliwych sytuacjach starała się ze wszystkich sił tłumić negatywne emocje, być spokojną, cierpliwą, uprzejmą, nie myśleć źle o drugich i nie wypowiadać pochopnych sądów.

Pole do tej pracy miała duże, ponieważ nie zabrakło „życzliwych” i jednocześnie bardzo zazdrosnych osób, które knuły przeciw niej intrygę, szerząc kłamstwa na jej temat i oczerniając także przed jej spowiednikiem. Doświadczenie to było dla Anieli szczególnie dotkliwe. Dlatego też, gdy jedna z koleżanek wyraziła względem niej swój podziw, że jest nieustannie uśmiechnięta, zadowolona, odpowiedziała: „To ino tak po wierzchu, ale wewnątrz to nerwy skomlą”.

Cierpienia zastępcze
Aniela miała zawsze zarumienione policzki, zdrowy wygląd i to wprowadzało w błąd wszystkich, którzy się z nią stykali i sądzili, że jest okazem zdrowia. Tymczasem lista jej chorób, rozwijających się w czasie, jest dość długa. Od dzieciństwa dokuczała jej przepuklina, częste omdlenia, miała chorobę wrzodową żołądka, gruźlicę płuc i gardła, cierpiała na postępującą bezsenność.

Do tego doszły jeszcze cierpienia dobrowolnie przyjęte, tak zwane „cierpienia zastępcze”. Kiedy młody student pracujący w kancelarii adwokata Fischera dowiedział się, że ma lekki paraliż prawej strony ciała i chciał popełnić samobójstwo, Aniela modliła się, by Bóg przeniósł na nią jego chorobę. „Odpowiedź” przyszła bardzo szybko: dziewczyna zaczęła odczuwać bóle w krzyżu oraz w prawej ręce i nodze, które towarzyszyły jej do końca życia, powodując problemy z chodzeniem. Ten początkowy paraliż przeszedł później w chorobę wówczas mało znaną: stwardnienie rozsiane.

Innym razem spotkała na ulicy starszego człowieka wyrzuconego ze szpitala z powodu nieuleczalnego raka żołądka. W sposób nadprzyrodzony dowiedziała się, że ten mężczyzna nie przyjmuje swojej choroby jako krzyża, dlatego poprosiła Boga, by mogła cierpieć za niego. Jej prośba ponownie została wysłuchana: mężczyzna wyzdrowiał, a ona zaczęła odczuwać bardzo silne bóle.

Źródło
Skąd czerpała siłę? Wstawała bardzo wcześnie, owijała buty szmatami, by stukaniem obcasów nie obudzić gospodarzy, i szła do pobliskiego kościoła na Eucharystię. Dużo się modliła, odprawiała nabożeństwa, wiele czasu spędzała na adoracji – gdy czuła się lepiej, szła do tych kościołów, w których wiedziała, że Jezus obecny w Najświętszym Sakramencie jest najbardziej osamotniony.

Pasją Anieli było czytanie lektur duchowych, a zwłaszcza życiorysów świętych. Zainteresowanie to wyniosła z domu rodzinnego. Miała zwyczaj przepisywania fragmentów książek. Niektóre kopiowała nawet w całości. Czyniła to późnym wieczorem albo pomiędzy podaniem pierwszego i drugiego dania (obiad w rodzinie adwokata Fischera trwał zazwyczaj około dwóch godzin).

Święta panienka
Aniela należała do III Zakonu Świętego Franciszka (obecnie jest patronką franciszkańskich tercjarzy w Polsce). Od Biedaczyny z Asyżu uczyła się nie tylko życia w umartwieniu, umiłowania cnoty pokory i ubóstwa, ale też miłości do najbiedniejszych, potrzebujących.

Była bardzo wrażliwa na ludzką biedę: często odmawiała sobie posiłku i dzieliła się nim z głodnymi; rozdawała także odzież i wszystkie swoje oszczędności.

Podczas pierwszej wojny światowej odwiedzała w szpitalu rannych żołnierzy. Aniela przychodziła, by pomagać im materialnie i duchowo. Godziny adoracji zastąpiła godzinami miłosierdzia. Ranni mężczyźni nazywali ją „świętą panienką” i nie pozwalali sobie względem niej na niestosowne żarty. W szpitalu tym bywała tak często, że niektórzy byli przekonani, że jest pielęgniarką.

Jej pomoc nie ograniczała się jedynie do szpitala. Aniela nie zapominała także o jeńcach wojennych pracujących w Krakowie, chorych dzieciach, biednych koleżankach, kobiecie, która została bez środków do życia, klerykach z seminarium jezuickiego, którym codziennie przynosiła litr mleka…

Tajemnica
Wiele osób otaczało Anielę głębokim szacunkiem, ale nie domyślało się, jak bardzo jest zjednoczona z Jezusem.

Bóg wybrał prostą służącą na powiernicę swoich tajemnic. Objawiający się jej Chrystus przepowiedział różnorakie cierpienia, które nie będą zrozumiałe ani dla spowiednika, ani dla lekarza. Prosił, by przeżywała je w ukryciu. Miała przyjąć je w duchu ofiary i przebłagania za grzechy ludzi. „Często bardzo doświadczam tak wielkich boleści i cierpień w duszy, że powiedzieć mogę śmiało: są one daleko więcej dotkliwe niż wszystkie, co cierpię na ciele” – zapisze w „Dzienniku”.

Ten cenny dokument na polecenie spowiedników Anieli zaczął powstawać na sześć lat przed jej śmiercią. Pisany był niewprawną ręką dziewczyny, która ukończyła zaledwie dwie klasy i nie opanowała zbyt dobrze reguł ortografii. Z tego właśnie powodu spowiednik Anieli bezpośrednio po jej śmierci przepisał cały „Dziennik”, a jego oryginał niestety spalił.

Z jego kart dowiadujemy się o niezwykłej zażyłości pomiędzy Bogiem, objawiającym się w różnych przymiotach, a pokorną służącą, która całym życiem pragnie Mu służyć. Dla niego znosi całkowite opuszczenie, zdanie na łaskę ludzi podczas ostatnich czterech lat życia, które – pozbawiona możliwości poruszania się – przeżywa w nędznej suterenie. Ofiaruje Mu wszystkie swoje cierpienia, ciemną noc ducha, fizyczne napaści demonów, niezrozumiałe dla nikogo boleści. Pisze: „Tylko jedno mam pragnienie: umrzeć, a drugie: dużo tu na ziemi cierpieć za grzechy”. Bóg znowu odpowiedział na obydwa pragnienia. Aniela umarła w niedzielę, 12 marca 1922 roku w wieku 41 lat, przepowiedziawszy wcześniej dzień swojej śmierci.

Iwona Szkudelska
„Głos Ojca Pio” [6/66/2010]

Korzystałam z książek: Albert Wojtczak, Aniela Salawa, Ośrodek Dokumentacji i Studiów Społecznych, Warszawa 1983; Jadwiga Stabińska OSBap, Z nadmiaru miłości. Życie wewnętrzne Anieli Salawy, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1987.


Życie Anieli Salawy upłynęło w ukryciu. Po śmierci zaczęła być jednak coraz bardziej znana i… proszona o wstawiennictwo. Kult ten zaczęły najpierw szerzyć osoby, które znały ją najlepiej: koleżanki – służące przekonane o świętości Anieli oraz ojcowie redemptoryści. Koleżanki przychodziły na jej grób, by modlić się w różnych potrzebach. Bardzo często modlitwy te bywały wysłuchiwane, tak więc krąg osób proszących o łaski za pośrednictwem Anieli szybko się poszerzał.

Pierwszy życiorys Anieli Salawy został wydany już w 1932 roku. Bardzo szybko wyczerpał się jego nakład, dzięki czemu Anielę poznało dużo więcej osób. Na jej grobie składano kartki z podziękowaniami za doznane łaski oraz z prośbami o wstawiennictwo u Boga. Zabierano również ziemię z jej grobu, wierząc, że ma ona właściwości lecznicze. Już w 1939 roku pierwszy biograf Anieli posiadał około tysiąca dowodów świadczących o nadzwyczajnych łaskach otrzymanych za jej wstawiennictwem. Po II wojnie światowej zaczęto starać się o wszczęcie procesu informacyjnego. W 1949 roku jej ciało zostało przeniesione z cmentarza Rakowickiego do podziemi kaplicy Męki Pańskiej w kościele oo. franciszkanów w Krakowie. W tej kaplicy znajduje się obecnie jej grób, przy którym modlą się wierni.

W 1991 roku, podczas czwartej pielgrzymki do ojczyzny, papież Jan Paweł II dokonał na krakowskim rynku beatyfikacji Anieli Salawy. Przypominając postać skromnej służącej, powiedział, że życie duchowe wyraża się w prostym zdaniu, oddającym treść życia nowej błogosławionej: „Służyć Bogu – to znaczy królować”.

Ostatnio zmieniany piątek, 08 wrzesień 2017 15:10

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Głos Ojca Pio 107 (5/2017)

Temat numeru: Inteligencja serca

Szczególnie polecamy rozmowę o Wspaniałym Mężczyźnie, który ma głębię emocji, przeżyć, myśli, a także artykuł "Jezus całuje w usta".

Czytaj więcej

    


Matka Boża Fatimska i Ojciec Pio

  1. Świadectwa
  2. Intencje do Ojca Pio

REKLAMA

WIDEO

Newsletter