Dobrego dnia z Ojcem Pio
NIEDZIELA, 20 SIERPNIA 2017: Radośni wiarą i spokojni na duszy, módlmy się zawsze, albowiem gorąca i szczera modlitwa przenika niebo i ma za sobą Bożą obietnicę.

Pawełek i biedronka

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Problem był głębszy, bo Pawełek nie bał się cierpienia, lecz tego, że operacji po prostu nie przeżyje… Byłam dopiero na początku mojej pracy wśród chorych dzieci i jak wielu ludzi, którzy na co dzień nie stykają się z tak wielkim bólem, nie wiedziałam, jak mam mu pomóc, co powiedzieć.

Gdy pewnego razu, zmęczona po całym dniu spędzonym wśród probówek, zajrzałam na pobliski oddział nefrologii, wpadł mi w ręce biegający po korytarzu kilkuletni chłopiec. Przytuliłam go i tak zaczęła się nasza znajomość.

– Pawełek jestem – przedstawił się chłopiec i wyciągnął drobną rączkę, by się przywitać.

– Ty jesteś ciocia Bożenka, tak? – Leszek mi mówił, że przyjdziesz na pewno – uśmiechnął się.

−  Gdzie ja spotkałam to dziecko? – szukałam szybko w pamięci. − Nie musiałam sobie długo przypominać. To przecież ten zapłakany maluch z misiem, którego widziałam, gdy po raz pierwszy przekroczyłam próg szpitala dziecięcego w Warszawie, by tam rozpocząć moją pierwszą w życiu pracę…

Okazało się, że Pawełek miał już prawie 8 lat, ale był jak kruszynka… i nosił w sobie przedziwną ciszę. Od tego dnia odwiedzałam go często. Miał dializy. Przeważnie na cały tydzień zostawał w szpitalu, ale czasem wyjeżdżał na jakieś badania… Tak było wtedy, gdy z lękiem patrzyłam na ogromne szklane drzwi dziecięcego szpitala… i nie miałam dość odwagi, by przekroczyć próg. Bardzo mi wówczas pomógł swoim spojrzeniem… Spotkania z Pawełkiem były niezwykle zajmujące. Szybko zapoznał mnie z innymi chorymi dziećmi, nie omijając żadnej sali. Lubiliśmy się razem bawić, rozmawiać i siedzieć w milczeniu. Zaprzyjaźnił się ze mną, cierpliwie czekał na każdą wspólnie spędzoną chwilę i niezmiennie pytał: „Ale jutro przyjdziesz na pewno?”.

Pewnego razu, gdy go odwiedziłam, był akurat po dializie, miał gorączkę i nie mógł otrzymać obiecanej wcześniej przepustki do domu. Był sam w sali, płakał… Gdy zobaczył mnie w drzwiach, uśmiechnął się przez łzy. Tak, jak wtedy… Obiecałam, że zostanę z nim dłużej. Nie chciał się jednak bawić ani słuchać bajek, lecz zaczął opowiadać o sobie i swoim życiu oraz o tym, że bardzo chciałby pójść do Pierwszej Komunii Świętej, ale nie wie, czy będzie to możliwe. A potem chciałby zostać ministrantem. Mówił też, że codziennie rano i wieczorem się modli…

− Wiem, że tylko przez kilka lat mogę mieć dializy i muszę mieć przeszczep, ale bardzo się boję − powiedział.

Próbowałam go pocieszać, ale okazało się, że problem był głębszy, bo Pawełek nie bał się cierpienia, lecz tego, że tej operacji po prostu nie przeżyje, że umrze… Byłam dopiero na początku mojej pracy wśród chorych dzieci i jak wielu ludzi, którzy na co dzień nie stykają się z tak wielkim bólem, nie wiedziałam, jak mam mu pomóc, co powiedzieć. Nie miałam żadnego doświadczenia. Czułam, że serce zaczyna mi niebezpiecznie drżeć. Chłopiec tymczasem poprosił kolegę o zamknięcie drzwi od sali i przypilnowanie, by nikt nam przez chwilę nie przeszkadzał… Leszek za dwa cukierki zgodził się być stróżem i do sali przez pięć minut nie wpuścił nawet pielęgniarki, uspokoiwszy ją wcześniej: „Jest tam ciocia, wchodzić nie wolno, Pawełek chce się wypłakać!”.

− Muszę ci coś powiedzieć − wyszeptał chłopiec, gdy zostaliśmy sami.

− Boże, proszę Cię, by nie zadał zbyt trudnego pytania, na które dorośli nie umieją odpowiedzieć.

Mój lęk okazał się jednak zupełnie niepotrzebny.

− Boję się umrzeć tylko dlatego, że kiedyś zabiłem biedronkę…

Cały artykuł przeczytasz w drukowanym wydaniu "Głosu Ojca Pio" [105/3/2017]


BOŻENA LESZCZYŃSKA – pracuje w duszpasterstwie Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie jako specjalista oraz pełni funkcję asystentki pastoralnej. Należy do ordo consecrationis virginum (stanu konsekracji dziewic). Za pracę wśród chorych dzieci i ich rodzin otrzymała wyróżnienia w plebiscytach „Miłosierny Samarytanin Roku 2013” oraz „Najlepsza Siostra Zakonna 2015 Roku Małopolski”.

Ostatnio zmieniany piątek, 28 kwiecień 2017 16:23

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Głos Ojca Pio 106 (4/2017)

Tym razem „Głos Ojca Pio” podejmuje problem przypadku w życiu człowieka. Autorzy zastanawiają się, czy rzeczywiście ślepy los rządzi naszym życiem?

Czytaj więcej

    


Matka Boża Fatimska i Ojciec Pio

  1. Świadectwa
  2. Intencje do Ojca Pio

REKLAMA

WIDEO

Newsletter