Dobrego dnia z Ojcem Pio
26 WRZEŚNIA: Postaraj się we wszystkim pełnić Bożą wolę, która nie pragnie niczego więcej, tylko większej chwały i dobra naszych dusz.

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Pawełek i biedronka

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Problem był głębszy, bo Pawełek nie bał się cierpienia, lecz tego, że operacji po prostu nie przeżyje… Byłam dopiero na początku mojej pracy wśród chorych dzieci i jak wielu ludzi, którzy na co dzień nie stykają się z tak wielkim bólem, nie wiedziałam, jak mam mu pomóc, co powiedzieć.

Gdy pewnego razu, zmęczona po całym dniu spędzonym wśród probówek, zajrzałam na pobliski oddział nefrologii, wpadł mi w ręce biegający po korytarzu kilkuletni chłopiec. Przytuliłam go i tak zaczęła się nasza znajomość.

– Pawełek jestem – przedstawił się chłopiec i wyciągnął drobną rączkę, by się przywitać.

– Ty jesteś ciocia Bożenka, tak? – Leszek mi mówił, że przyjdziesz na pewno – uśmiechnął się.

−  Gdzie ja spotkałam to dziecko? – szukałam szybko w pamięci. − Nie musiałam sobie długo przypominać. To przecież ten zapłakany maluch z misiem, którego widziałam, gdy po raz pierwszy przekroczyłam próg szpitala dziecięcego w Warszawie, by tam rozpocząć moją pierwszą w życiu pracę…

Okazało się, że Pawełek miał już prawie 8 lat, ale był jak kruszynka… i nosił w sobie przedziwną ciszę. Od tego dnia odwiedzałam go często. Miał dializy. Przeważnie na cały tydzień zostawał w szpitalu, ale czasem wyjeżdżał na jakieś badania… Tak było wtedy, gdy z lękiem patrzyłam na ogromne szklane drzwi dziecięcego szpitala… i nie miałam dość odwagi, by przekroczyć próg. Bardzo mi wówczas pomógł swoim spojrzeniem… Spotkania z Pawełkiem były niezwykle zajmujące. Szybko zapoznał mnie z innymi chorymi dziećmi, nie omijając żadnej sali. Lubiliśmy się razem bawić, rozmawiać i siedzieć w milczeniu. Zaprzyjaźnił się ze mną, cierpliwie czekał na każdą wspólnie spędzoną chwilę i niezmiennie pytał: „Ale jutro przyjdziesz na pewno?”.

Pewnego razu, gdy go odwiedziłam, był akurat po dializie, miał gorączkę i nie mógł otrzymać obiecanej wcześniej przepustki do domu. Był sam w sali, płakał… Gdy zobaczył mnie w drzwiach, uśmiechnął się przez łzy. Tak, jak wtedy… Obiecałam, że zostanę z nim dłużej. Nie chciał się jednak bawić ani słuchać bajek, lecz zaczął opowiadać o sobie i swoim życiu oraz o tym, że bardzo chciałby pójść do Pierwszej Komunii Świętej, ale nie wie, czy będzie to możliwe. A potem chciałby zostać ministrantem. Mówił też, że codziennie rano i wieczorem się modli…

− Wiem, że tylko przez kilka lat mogę mieć dializy i muszę mieć przeszczep, ale bardzo się boję − powiedział.

Próbowałam go pocieszać, ale okazało się, że problem był głębszy, bo Pawełek nie bał się cierpienia, lecz tego, że tej operacji po prostu nie przeżyje, że umrze… Byłam dopiero na początku mojej pracy wśród chorych dzieci i jak wielu ludzi, którzy na co dzień nie stykają się z tak wielkim bólem, nie wiedziałam, jak mam mu pomóc, co powiedzieć. Nie miałam żadnego doświadczenia. Czułam, że serce zaczyna mi niebezpiecznie drżeć. Chłopiec tymczasem poprosił kolegę o zamknięcie drzwi od sali i przypilnowanie, by nikt nam przez chwilę nie przeszkadzał… Leszek za dwa cukierki zgodził się być stróżem i do sali przez pięć minut nie wpuścił nawet pielęgniarki, uspokoiwszy ją wcześniej: „Jest tam ciocia, wchodzić nie wolno, Pawełek chce się wypłakać!”.

− Muszę ci coś powiedzieć − wyszeptał chłopiec, gdy zostaliśmy sami.

− Boże, proszę Cię, by nie zadał zbyt trudnego pytania, na które dorośli nie umieją odpowiedzieć.

Mój lęk okazał się jednak zupełnie niepotrzebny.

− Boję się umrzeć tylko dlatego, że kiedyś zabiłem biedronkę…

Cały artykuł przeczytasz w drukowanym wydaniu "Głosu Ojca Pio" [105/3/2017]


BOŻENA LESZCZYŃSKA – pracuje w duszpasterstwie Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie jako specjalista oraz pełni funkcję asystentki pastoralnej. Należy do ordo consecrationis virginum (stanu konsekracji dziewic). Za pracę wśród chorych dzieci i ich rodzin otrzymała wyróżnienia w plebiscytach „Miłosierny Samarytanin Roku 2013” oraz „Najlepsza Siostra Zakonna 2015 Roku Małopolski”.

Ostatnio zmieniany piątek, 28 kwiecień 2017 16:23

Przeczytaj w nowym numerze

Niech się niebo nie kojarzy tylko z deszczem  Jak zyskać sprawność w umiejętnym pocieszaniu

Psychologia pozytywna i wiara

Niech się niebo nie kojarzy tylko z deszczem Jak zyskać sprawność w umiejętnym pocieszaniu

  Żyjemy w epoce, którą socjologowie nazywają „kryzysem współczucia”. Paradoksalnie, mając tysiące „znajomych” w mediach społecznościowych, nigdy nie byliśmy tak samotni w swoim bólu. Statystyki psychiatryczne...

Czytaj więcej
Razem z aniołami wybieram się do Nieba

Być chrześcijaninem

Razem z aniołami wybieram się do Nieba

Najbliżej nas znajdują się Aniołowie Stróżowie. Towarzyszą nam „rano, wieczór, we dnie, w nocy” i są nam „zawsze ku pomocy”. Strzegą nas od wszelkiego złego...

Czytaj więcej
Chwile, które chcę pamiętać do końca życia

Być chrześcijaninem

Chwile, które chcę pamiętać do końca życia

Nam, facetom, wydaje się, że trzeba podjąć odpowiednie kroki, by wyrazić swój stosunek do drugiego człowieka. Toteż od rana do wieczora działamy zadaniowo: zamierzając gdzieś...

Czytaj więcej
Stało się, jak zapowiedział. Czy Ojciec Pio znał datę swojej śmierci?

Duchowość Ojca Pio

Stało się, jak zapowiedział. Czy Ojciec Pio znał datę swojej śmierci?

Wielkanoc 1965 roku zapoczątkowała trwającą trzy i pół roku agonię Ojca Pio. Od tego czasu jego ciało sprawiało wrażenie bezwładnego, a on sam stawał się...

Czytaj więcej

WIDEO