Wiele spraw da się naprawić. Można porozumieć się z kimś, komu wyrządziliśmy krzywdę, zreperować zepsute sprzęty, spłacić zaciągnięte długi czy uleczyć odniesione rany. Tylko doświadczenie śmierci jest ostateczne. Tego procesu, przynajmniej do obecnej chwili, nie potrafimy zatrzymać ani cofnąć.
Niektórzy pesymiści powiadają, że z chwilą narodzin odliczamy minuty, godziny i lata do śmierci. My, obdarzeni łaską wiary, wiemy z objawienia Bożego, że „śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących” (Mdr 1,13). Powołani jesteśmy do życia, a nie do śmierci. Historia potwierdza, że ludzie zawsze wierzyli, że śmierć nie jest końcem, a jedynie przejściem z tego do innego świata. Dlatego grzebali zmarłych wraz z rzeczami potrzebnymi w przyszłym życiu lub kosztownościami, które miały im zapewnić w nim odpowiednią pozycję.
Wciąż słyszę, że brakuje nam czasu. Mój przyjaciel, który przeszedł na emeryturę, twierdzi, że nawet gdy pracował zawodowo, nie był tak zajęty jak teraz. Może to i prawda, ale osobiście uważam, że nigdy wcześniej ludzkość nie marnowała tyle czasu, co obecnie. Weźmy za przykład zatrważające wyniki badań dotyczące korzystania z telefonów komórkowych: w Polsce trzydzieści dziewięć procent kobiet i dwadzieścia dziewięć procent mężczyzn korzysta ze smartfona średnio przez trzy do czterech godzin w ciągu dnia. Dzieci jeszcze dłużej. Już samo to pokazuje, ile danego nam czasu najzwyczajniej trwonimy. Dodajmy do tego inne tak czasochłonne zajęcia jak oglądanie telewizji lub ślęczenie przed ekranem komputera. Chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że zwyczajnie „zabijamy” wiele cennych chwil, które mamy do dyspozycji.
Wcześniej czy później przychodzi refleksja. Musimy pamiętać, że każdy z tych zmarnowanych momentów jest bezpowrotnie stracony. Żalimy się później, że rodzina w rozsypce i wiele spraw odłożonych na później pozostaje niezałatwionych. Nie ukrywam, że lękam się na myśl o zdaniu przed Bogiem relacji z tego, jak wykorzystałem mój czas. Trzeba spieszyć się żyć, by nas śmierć nie zaskoczyła.
Tak się jakoś porobiło, że wszelkie udogodnienia wprowadzone dla zyskania czasu zabierają go nam. To oczywiście nie jest wina owych usprawnień, ale raczej naszej niedojrzałości. Jakby nam wyłączono ogranicznik korzystania z przyjemności.
Gdybym miał się pokusić o odrobinę szczerości, musiałbym przyznać, że...
Cały artykuł w drukowanym wydaniu "Głosu Ojca Pio":
wydanie papierowe - zamów
wydanie elektroniczne (pdf) - zamów
e-wydanie - zamów
Tekst i fotografia Adam Maniura
[GOP 155/2025]
ADAM MANIURA – mąż, ojciec, katecheta i miłośnik fotografii, prowadzi fotoblog bytominside.pl

