Dobrego dnia z Ojcem Pio
ŚRODA, 21 LISTOPADA 2018: Będziemy naśladowcami Jezusa wówczas, gdy przetrzymamy wszystkie boje życia i będziemy uczestniczyli w Jego triumfie.
Obopólne korzyści © Adam Maniura

Obopólne korzyści

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Gdybym miał krótko powiedzieć, do czego porównałbym sakrament pojednania, to powiedziałbym, że do wskrzeszenia. Każdy człowiek przez swoje postępowanie może na siebie sprowadzić śmierć, ale nikt z nas nie jest zdolny o własnych siłach powrócić ze śmierci do życia.

Tekst i fotografia Adam Maniura

 

Trwanie w grzechu to wejście w stan śmierci duchowej. Autor natchniony idzie nawet dalej, pisząc: „Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku” (1J 3,8). Kto przy zdrowych zmysłach pragnie opowiedzieć się po stronie zła? Dobrze, by tak kapłani udzielający łaski rozgrzeszenia, jak i penitenci, byli świadomi wielkości tego sakramentu. Nie mogę wypowiadać się w imieniu kapłanów i nie wiem, na jakie trudności narażeni są podczas spowiedniczego posługiwania. Jako grzesznik świadomy swoich grzechów dosyć często łapię się na tym, że podchodzę do krat konfesjonału bez należytego skupienia, sprowadzając tę wizytę do tak prozaicznych czynności, jak mycie rąk czy spożywanie posiłku. Zakładam, że i kapłani często siadają w konfesjonale z podobnym nastawieniem, jakby oczekiwali zawrotnej akcji w wenezuelskim serialu. Czasami z obu stron wieje nudą.

O samym sakramencie pojednania napisano i powiedziano już tyle, że nie widzę szans dla siebie na przełomowe odkrycie. Mogę jednak opisać moje osobiste doświadczenie. Naturalnie jako osoba świecka nigdy nikogo nie spowiadałem i wątpię, bym miał w tej dziedzinie szczególny talent, ale za to regularnie klękam po drugiej stronie kraty konfesjonału i sporo ciekawych rzeczy widziałem i słyszałem. Pragnę opisać pewną historię. Nim jednak się to stanie, wyjaśnijmy sobie pewną sprawę…

Nie jestem zwolennikiem skupiania się w religii na fajerwerkach i poszukiwania nadzwyczajności. Często młodzi domagają się w kościele duchowych uniesień, a przegrywają z lenistwem niedzielnego poranka, by kosztem udziału w mszy świętej poleżeć dłużej w łóżku. Choć osobiście, jak wspomniałem, nie szukam w sakramencie pojednania nadzwyczajności, to jednak Bóg działa niezależnie od moich oczekiwań, zsyłając mi co pewien czas coś specjalnego. Mam tu na myśli posługę stałych spowiedników. Piszę o nich w liczbie mnogiej, bo tak to już jest, że biskupi lub, w przypadku kapłanów zakonnych, ich przełożeni przenoszą swoich podwładnych co kilka lat z jednego miejsca na drugie. Zapewne ma to swoje duszpasterskie uzasadnienie, ale dlaczego akurat musi dotyczyć mojego spowiednika…

Jeden z moich byłych spowiedników kiedyś mnie zaskoczył. Nie widziałem się z nim przez okres wakacji i gdy tylko nadarzyła się okazja, udałem się do niego do spowiedzi. Tradycyjnie przedstawiłem się, a on z szerokim uśmiechem powiedział do mnie, że brakowało mu moich spowiedzi. Nie wiedziałem, jak zareagować na takie słowa. Czy chciał przez to powiedzieć, że bawią go moje grzechy? A może uznał, że niczym go nie zadziwię, że jestem przewidywalny i mało kreatywny w grzeszeniu? A może i ja czegoś go uczyłem i uświadomiłem mu, że jego posługa ma sens?

W pracy pedagoga wielokrotnie doświadczyłem zaskoczenia, zawstydzenia, a nawet zazdrości w zetknięciu z głębią życia religijnego moich uczniów. Podobnie spowiednik może być zbudowany nie tylko jakością spowiedzi swoich penitentów, ale także determinacją w walce z grzechem. W sakramencie pojednania Bóg udziela łaski uświęcającej temu, kto wyznaje swoje grzechy, ale może i kapłan, choć jest szafarzem tej łaski, poprzez swoją posługę odnosi duchowe korzyści. Podobnie, jak sądzę, sens posłudze lekarza nadaje pacjent walczący o zdrowie i gorliwie z nim współpracujący lub zadowoli nauczyciela dociekliwy uczeń. Kapłan, który spotyka udręczonego i zawstydzonego grzechem penitenta, odkrywa potęgę Bożego działania i władzy nad grzechem człowieka. Obaj doświadczają czegoś niewyobrażalnie wielkiego. Jeden, świadomy swej nędzy, odkrywa, jak wielkich rzeczy może dokonywać w imię Chrystusa, a drugi tego, jak wielkiej łaski mu udzielono.

Jakby nie było, w sakramencie tym spotykają się dwaj grzesznicy obdarzeni odpowiednim zasobem łaski: jeden skruchą, a drugi władzą odpuszczania grzechów (por. J 20,23). Wielokrotnie widziałem kapłanów, którzy po wysłuchaniu czyjejś spowiedzi, podnosili penitentów z kolan i serdecznie ściskali. Przypominało to scenę z Ewangelii, gdy Chrystus ujmuje za rękę córkę Jaira i wskrzesza ją na oczach jej bliskich i swoich uczniów (por. Mk 5,38-44). Doświadczenie podźwignięcia z grzechu jest dla mnie niczym zapowiedź powszechnego tryumfu życia nad śmiercią, gdy na głos Pana wszyscy powstaną z martwych. Grzech i śmierć nie mają władzy nad człowiekiem. Zostaliśmy powołani do życia (por. Ef 2,1-10).

 

Głos Ojca Pio [110/2/2018]


Adam Maniura – mąż, ojciec, katecheta i miłośnik fotografii, prowadzi fotoblog bytominside.pl

Ostatnio zmieniany wtorek, 13 marzec 2018 14:42

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Głos Ojca Pio 114 (6/2018)

Temat numeru: W pogoni za czasem

Autorzy zastanawiają się, kto i kiedy stworzył czas, w jaki sposób wpływa on na nasze życie, a także co zrobić z jego brakiem i...

Czytaj więcej

    


  1. Świadectwa
  2. Intencje do Ojca Pio

REKLAMA

WIDEO

Newsletter