Wydrukuj tę stronę
Chwile, które chcę pamiętać do końca życia fot. Adam Maniura

Chwile, które chcę pamiętać do końca życia

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Nam, facetom, wydaje się, że trzeba podjąć odpowiednie kroki, by wyrazić swój stosunek do drugiego człowieka. Toteż od rana do wieczora działamy zadaniowo: zamierzając gdzieś dotrzeć, obmyślamy trasę; pragnąc osiągnięć, wymyślamy skomplikowane maszyny; a chcąc być wsparciem dla ukochanej kobiety, inicjujemy konkretne działania, by jej to uświadomić… O ile w pierwszych dwóch przykładach, takie zachowanie jest zasadne, tak w ostatnim niekoniecznie. Z trudem dostrzegamy wpisany w nie błąd.

Bardzo często damy naszych serc czy przyjaciółki nie oczekują od nas jakichkolwiek działań, a jedynie zwykłej obecności. Uświadomiły mi to dwie wyjątkowe kobiety, z którymi spędziłem noc… Ha, mam was! Nie, nie, nie chodzi wcale o takie spędzanie nocy, jakiego obraz narzuciła nam brudna popkultura. Przekonajcie się sami...

22 listopada 2002 roku o godzinie 22.00 stawiłem się w szpitalu, by być obecny przy narodzinach mojego pierwszego dziecka. Nie byłem do tego przekonany, jednak podjąłem wyzwanie, gdy żona delikatnie – szanując moją decyzję – dała mi do zrozumienia, że bardzo by tego chciała. Nie powiem, żebym się nie bał, ale czym był mój strach wobec jej przeżyć? Postanowiłem być blisko i dzielnie trwać na posterunku. Sytuacja, w której jako facet nic nie mogłem zrobić, a jedynie towarzyszyć, była dla mnie najtrudniejsza. Zamiast tego chciałem działać lub chociaż coś mądrego powiedzieć, ale miejsce, czas i swoista intymność niepowtarzalnej chwili między matką i dzieckiem sprawiła, że w ciszy trzymałem żonę za rękę i ocierałem pot z jej czoła, by po ośmiu godzinach móc wspólnie z nią ujrzeć cud narodzin. Nie uważam, że w czymkolwiek jej pomogłem, jednak to doświadczenie jeszcze bardziej zbliżyło nas do siebie: żonie wystarczyła świadomość, że nie była sama, bo trwał przy niej ktoś, kto ją kocha. W tych wyjątkowych okolicznościach doświadczyłem, że to, co dla mnie, mężczyzny, znaczy tak niewiele, dla niej jest prawie wszystkim.

Drugą podobną noc przeżyłem, gdy przed laty skorzystałem z gościnności mojej przyjaciółki Ani. Pracowałem wtedy z doskoku w seminarium u braci kapucynów, a ona mieszkała tuż obok klasztoru. Miło było się spotkać i pogadać bez presji czasu. Pewnego razu Ania miała potrzebę wygadania się. Siedzieliśmy zatem, a ona mówiła. Coś mnie wtedy powstrzymywało od wtrącania się, wymądrzania czy zadawania zbędnych pytań. Tak mijały godziny. Na zakończenie Ania powiedziała coś, co dobrze zapamiętałem. Podziękowała mi, że ją zrozumiałem i dobrze doradziłem… Do dziś zadaję sobie pytanie, na czym owo doradzanie polegało?

Podobnie działa Bóg. Również wtedy, gdy z ust doświadczonych przez życie ludzi płyną w Jego kierunku słowa wyrzutu. W obliczu trudów, nieszczęść czy wielkich katastrof, jakich doświadcza ludzkość, wielu zadaje pytanie: Gdzie jest Wszechmocny, gdy ludzie cierpią, doświadczają ogromu niesprawiedliwości i umierają? Tymczasem Chrystus nie tylko nie obiecał nam nieba na ziemi, ale sam również doświadczał okrucieństwa ludzkiej doli i niesprawiedliwości od innych. Zupełnie też po ludzku, w chwili największego strachu i samotności pytał z wyrzutem śpiących uczniów: „Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?” (Mt 26,40), a do swego Ojca w Niebie, okrutnie doświadczony cierpieniem, wołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15,34).

Czy tak zachowuje się kochający Bóg? Odpowiedź znalazłem...

Tekst Adam Maniura

„Głos Ojca Pio” [GOP 161/5/2026]

 

Cały artykuł w drukowanym wydaniu „Głosu Ojca Pio”:

wydanie papierowe – zamów

wydanie elektroniczne (pdf) – zamów

e-wydanie – zamów


ADAM MANIURA – mąż, ojciec, katecheta i miłośnik fotografii, prowadzi fotoblog bytominside.pl

Ostatnio zmieniany wtorek, 15 wrzesień 2026 19:42