Urodziny, święta wielkanocne, uroczysty obiad z okazji Pierwszej Komunii Świętej to czas spotkań przy stole. Choć dziś coraz częściej zaprasza się rodzinę z okazji różnych uroczystości raczej do restauracji niż do własnego domu, każda biesiada ma szansę być wyjątkowa, jeśli tylko odpowiednio ją zorganizujemy i postaramy się, by rzeczywiście doszło do spotkania emocjonalnego.
Jesteśmy społeczeństwem coraz bardziej świadomym swoich potrzeb. Rozwój psychologii i powszechny dostęp do wiedzy sprawiają, że zaczynamy lepiej rozumieć pewne sytuacje, pragnienia i mechanizmy. Mamy większą odwagę, by prosić o wsparcie i jednocześnie stawiać jasne granice tam, gdzie są one potrzebne.
Czy to sprawia, że spotkania przy rodzinnym stole stają się lepsze niż dotychczas? Dla ludzi dojrzałych i świadomych siebie tak. Dla tych zaś, którzy raczkują w nauce empatii, to zapewne doświadczenie trudne i niezrozumiałe.
Trzeba być ze sobą
Pamiętam odwiedziny ciotek i wujków z czasów mojego dzieciństwa. Przychodzili bez zapowiedzi, bo i jak się było zapowiedzieć, gdy we wsi telefon miał tylko sołtys. Zostawali na kawie, obiedzie… Rozmawiali. Byli.
Dzisiaj, mam wrażenie, ta tradycja zanika. Nasze napięte do granic możliwości grafiki sprawiają, że nie chcemy spontanicznych odwiedzin. Nie czujemy się na nie gotowi i wcale nie chodzi o to, że zabraknie nam obiadu dla niespodziewanego gościa… Nasza blokada płynie z wewnątrz, z wciąż goniącego za czymś nienazwanym serca. Gdy ktoś niespodziewanie dzwoni do drzwi, spinamy się wewnętrznie i wolimy nie otwierać. Byleby nie przerwał nam oglądania serialu, ściśle określonych planów, dobrze znanej i oswojonej rutyny. Jakby gość był intruzem zaburzającym spokój… Dlatego wolimy się wcześniej umówić, bo jeśli nie mamy ochoty się z kimś spotkać, wystarczy wymówka.
Tymczasem wszyscy potrzebujemy obecności. Cichej, gdy jest nam ciężko, a ktoś wpadnie z pudełkiem własnoręcznie zrobionych ciasteczek czy gołąbków na obiad i możemy nie tylko zjeść ciepły posiłek, ale poczuć, że realnie się o nas zatroszczył. I spektakularnej, gdy zadzwoni i powie: zabieram cię dziś na koncert. Jesteśmy sobie potrzebni i coraz częściej dostrzegamy, że czyjaś bliska obecność pomaga nam przetrwać trudniejsze momenty. Jednocześnie żyjemy w pędzie, zadaniowości, z grafikiem w telefonie, który zawsze jest pod ręką.
Zadaję sobie zatem pytanie: jakie spotkania musiałyby się wydarzyć w moim życiu, bym na nowo doceniła ich wartość i piękno?
Tęsknota za bliskością
By na nowo odkryć znaczenie spotkań rodzinnych, wracam do wspólnego biesiadowania sprzed lat, które dawało radość z prostego bycia razem i celebrowania chwili. Siadam więc sobie wygodnie przy stole i uruchamiam wspomnienia, bo u cioci nie ma nudy, a wydarzyć może się wszystko.
W tle cicho gra gramofon. Telewizor wyłączony, więc nie gapię się na migające obrazy. Przede mną nie leży telefon komórkowy, toteż nie sprawdzam powiadomień ani nie odbieram połączeń. Zamiast tego...
Tekst Magdalena Urbańska
„Głos Ojca Pio” [GOP 160/4/2026]
Cały artykuł w drukowanym wydaniu „Głosu Ojca Pio”:
wydanie papierowe – zamów
wydanie elektroniczne (pdf) – zamów
e-wydanie – zamów
Magdalena Urbańska – katoliczka, żona, mama, doradca rodzinny, blogerka, recenzentka, autorka książki. Lubi dzielić się swoim doświadczeniem wiary, aby zachęcić innych do głębszego spojrzenia na relację z Bogiem.