Wydrukuj tę stronę
fot. stock.adobe.com fot. stock.adobe.com

Śmiech to zdrowie!

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Ponad sześćdziesiąt lat temu znany dziennikarz i redaktor naczelny amerykańskiego tygodnika „Saturday Review”, Norman Cousins, nagle ciężko zachorował. Lekarze postawili diagnozę: kolagenoza, rzadka choroba autoimmunologiczna, która sprawia, że układ odpornościowy zaczyna niszczyć własną tkankę łączną. Jego stan zdrowia pogarszał się w błyskawicznym tempie, tak że w niedługim czasie ledwo się poruszał, nie mógł odwrócić głowy, podnieść rąk ani otworzyć ust, żeby jeść. Zapytany o szanse na wyzdrowienie lekarz prowadzący oznajmił: „Z pięciuset pacjentów przeżywa tylko jeden”. Wtedy Cousins przypomniał sobie pewną przestrogę i wpadł na pomysł – prosty, a jednocześnie genialny...

Szokująca odpowiedź doktora Hitzinga obezwładniła Normana Cousinsa, chociaż wiedział, że lekarz robi wszystko, co w jego mocy, sprowadzając na konsultacje najlepszych specjalistów, aby przywrócić go do zdrowia. Mimo to choroba postępowała i groziła mu śmierć. Ogarnął go strach i bunt na niesprawiedliwość losu. Przestał rozmawiać z ludźmi, nawet bliskimi, całe dnie spędzał, leżąc w szpitalnej sali odwrócony plecami do ściany. Nieprzespana noc po rozmowie, podczas której usłyszał brzmiącą jak wyrok diagnozę, doprowadziła go do refleksji, że skoro medycyna w jego przypadku jest bezsilna, musi wziąć sprawy w swoje ręce.

Każdy człowiek ma w sobie cudowny lek
Gdy zastanawiał się, jak to zrobić, przypomniał sobie słowa doktora Hitzinga wypowiedziane pewnego dnia w formie krótkiego wykładu o działaniu organizmu, który jest mobilizowany do walki z chorobą, jeśli jego układ hormonalny pracuje na pełnych obrotach. Trzeba zatem wyeliminować strach, przygnębienie i stany depresyjne, ponieważ działają one przeciwnie: hamują jego aktywność. W odpowiedzi na negatywne emocje nadnercza uwalniają hormony stresu, adrenalinę i noradrenalinę, które dostają się do krwiobiegu i rozprzestrzeniają po całym ciele, a gdy jest ich za dużo, destrukcyjnie działają na organizm. Refleksja ta doprowadziła do wyciągnięcia oczywistego wniosku: jeśli negatywne emocje mogą wywołać choroby, tak samo pozytywne mogą uruchomić procesy obronne i stymulować zdrowienie. Zatem każdy człowiek wyposażony jest w prosty i przystępny środek leczenia – śmiech.

„Radość serca wychodzi na zdrowie, duch przygnębiony wysusza kości” – to zdanie z Księgi Przysłów (17,22) dało Cousinsowi nadzieję. Postanowił natychmiast działać. Wbrew zakazom konsylium lekarskiego wypisał się ze szpitala, przeniósł do hotelu i rozpoczął własną terapię śmiechem pod okiem zaprzyjaźnionego lekarza. Pokój wyposażył w projektor filmowy, sprowadził filmy komediowe i książki opowiadające zabawne historie. Już pierwsze dziesięć minut wymuszonego śmiechu dało efekt – ból ustąpił na tyle, że zasnął i przespał dwie godziny bez leków przeciwbólowych. Od tej pory dzień po dniu dawkował sobie śmiech niczym najlepsze lekarstwo. Pielęgniarka wyświetlała mu komedie, czytała humorystyczne historie i opowiadała dowcipy przez co najmniej sześć godzin dziennie. Doktor Hitzing był zaskoczony efektami uzyskanymi zaledwie po kilku dniach: dolegliwy ból osłabł dzięki znieczulającemu działania śmiechu. Zapragnął więc empirycznie sprawdzić zachowanie układu hormonalnego pod wpływem takich sesji. Aby to ustalić, wykonywał badania krwi przed ich rozpoczęciem i po zakończeniu. Za każdym razem wskaźniki...

 

Tekst Joanna Świątkiewicz

„Głos Ojca Pio” [GOP 158/2/2026]

 

Cały artykuł w drukowanym wydaniu „Głosu Ojca Pio”:

wydanie papierowe – zamów

wydanie elektroniczne (pdf) – zamów

e-wydanie – zamów


Joanna Świątkiewicz – dziennikarz, redaktor, kulturoznawca. Interesuje się mediami, filmem i literaturą. Lubi ludzi z pasją i niebanalnym podejściem do życia.


Według badań dziecko śmieje się czterysta razy dziennie, podczas gdy dorosły tylko piętnaście. Tymczasem śmiech, nawet bez powodu, wcale nie jest oznaką wesołkowatości ani głupoty. Dobry lekarz potwierdzi, że każdy uśmiech przynosi same korzyści zdrowiu zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. Choroba i pobyt w szpitalu, a nawet oczekiwanie na wyniki badań wiążą się ze znacznym stresem, szczególnie dla dzieci, które nie rozumieją przykrych doznań. Jedną z metod radzenia sobie z lękiem i stresem jest działalność „doktorów klaunów” rozwijająca się w wielu krajach, także w Polsce, w ramach European Federation of Hospital Clown Organizations (EFHCO), zrzeszającej profesjonalne organizacje klaunów pracujące w placówkach medycznych – zapoczątkowane w 1986 roku w Stanach Zjednoczonych przez zawodowego klauna, Michaela Christensena – której celem jest ochrona i wspieranie ich pracy oraz promowanie sztuki klaunowskiej jako środka służącego poprawie zdrowia psychicznego i fizycznego pacjentów.

Ostatnio zmieniany piątek, 27 luty 2026 15:12