Dobrego dnia z Ojcem Pio
CZWARTEK, 17 SIERPNIA 2017:  W każdej sytuacji, dobrej i złej, zachowajmy pogodę ducha.
Blaszany medalik © Głos Ojca Pio

Blaszany medalik

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

guess papers for intermediate 2st year integrating source material essays free essays on the cask of amontillado marriage customs essays Moja historia zetknięcia się z Ojcem Pio zaczęła się od choroby – bólu lewej ręki, drętwienia palców, zawrotów głowy, które były tak silne, że ledwie mogłam je wytrzymać. Z tego powodu byłam częstym gościem u lekarza i na pogotowiu.

Najpierw wykonano EKG i stwierdzono, że mam silną nerwicę. Dostałam środki przeciwbólowe i uspokajające, po zażyciu których poczułam ulgę i kojącą senność. Dopiero po przeprowadzeniu rozpoznania neurologicznego oraz wykonaniu badania rezonansem magnetycznym stwierdzono u mnie przepuklinę w kręgach szyjnych. Skierowano mnie wówczas do neurochirurga, który zalecił natychmiastową operację kręgosłupa szyjnego, ponieważ groził mi paraliż o nieodwracalnych skutkach.

W tym czasie kolekcjonowałam „Księgę świętych”, której kolejne części kupowałam w kiosku Ruchu. Pewnego dnia w mojej teczce znalazła się książeczka o Ojcu Pio, którą po pobieżnym oglądnięciu odłożyłam. Wpadła mi ona ponownie w ręce po wizycie u neurochirurga, który nalegał, żebym się zdecydowała na operację, bo czas ucieka. Otworzyłam ją i coś stuknęło o blat stołu, przyjrzałam się lepiej, w dolnym rogu przyklejony był zwykły blaszany medalik z Ojcem Pio. Pomyślałam, że to znak.

Zdecydowałam się na operację w szpitalu św. Łukasza w Tarnowie. Podczas przyjęcia na oddział neurochirurgii miałam przy sobie medalik oraz małą książeczkę z modlitwami do Ojca Pio. Przy badaniu pani anestezjolog (muszę dodać, że była młoda) zobaczyła medalik i powiedziała: „Co pani tu robi, skoro ma pani taką opiekę?”. 23 maja 2002 roku szczęśliwie odbyła się operacja polegająca na wstawieniu koszyczka tytanowego.

Mój medalik pożyczałam w trudnych chwilach znajomym i bliskim. Wizerunek Ojca Pio był szczególnie pomocny w dwóch przypadkach: mocno poparzonego chłopca, który znajdował się w bardzo ciężkim stanie, oraz noworodka, który zachłysnął się wodami płodowymi i został przewieziony do szpitala w Prokocimiu.

Dziś noszę na szyi medalik Ojca Pio, ale inny, bo ten z książeczki powędrował dalej, żeby pomagać. Od kilku lat czytam „Głos Ojca Pio”, zresztą nie tylko ja sama. Jestem szczęśliwa z moim opiekunem, choć czasem myślę, że nie zasłużyłam na jego opiekę.

Małgorzata

„Głos Ojca Pio” [70/4/2011]

Ostatnio zmieniany wtorek, 28 czerwiec 2016 16:50

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Głos Ojca Pio 106 (4/2017)

Tym razem „Głos Ojca Pio” podejmuje problem przypadku w życiu człowieka. Autorzy zastanawiają się, czy rzeczywiście ślepy los rządzi naszym życiem?

Czytaj więcej

    


Matka Boża Fatimska i Ojciec Pio

  1. Świadectwa
  2. Intencje do Ojca Pio

REKLAMA

WIDEO

Newsletter