Dobrego dnia z Ojcem Pio
NIEDZIELA, 26 MARCA 2017: Nie gromadź więcej manny, niż ci jej dziś potrzeba. I nie wątp, czy Bóg sprawi, że spadnie ona jutro.
© Głos Ojca Pio © Głos Ojca Pio

Wspomnienie NMP z Guadalupe

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

12 grudnia obchodzimy święto Matki Boskiej z Guadalupe. Wiąże się z nią historia wyjątkowa. Do dziś jej wizerunek wzbudza kontrowersje. Pomimo że wygląda jak klasyczny obraz z epoki, to zarówno tradycja, jak i naukowcy potwierdzają, że nie został on uczyniony ludzką ręką.

Historia zaczyna się 9 grudnia 1531 roku, kiedy spieszący się na mszę Indianin Juan Diego, z plemienia Azteków, ujrzał piękną kobietę, ubraną w różową tunikę i niebieski płaszcz. Przedstawiła mu się jako „Maryja zawsze dziewica, matka prawdziwego Boga” i poleciła, by w tym miejscu, gdzie go spotkała, wybudowano świątynię. Juan Diego przejęty widzeniem przekazał tę wiadomość biskupowi, jednak ten nie dał wiary opowiadaniu. Szczęśliwie Maryja była cierpliwa i nadal w tym samym miejscu, na wzgórzu Tepayac, objawiała się Indianinowi i powtarzała, by spełniono jej prośbę. Trwało to do 12 grudnia. Juan nie wiedząc, jak ma przekonać biskupa de Zumarragę, poprosił Maryję o znak, dzięki któremu hierarcha by uwierzył. Wówczas Matka Boża poleciła, by Indianin poszedł na szczyt wzgórza i nazbierał kwiatów. Mimo że był to grudzień, a wzgórze jałowe i pokryte lodem, Indianin znalazł tam kwiaty, które zebrał w płaszcz i poszedł prosto do biskupa. Kiedy rozwinął przed nim płaszcz z całym bukietem, na tkaninie ukazał się wizerunek Maryi. Wobec takich argumentów de Zumarraga szybko spełnił prośbę Matki Bożej i wybudował na miejscu objawień kaplicę. Wkrótce przeniesiono do niej uroczyście wizerunek, który do dziś jest tam czczony. Dziś jest to największe sanktuarium maryjne na świecie. Obecnie wzgórze Tepayac leży w granicach miasta Meksyk i rocznie odwiedza je około 12 milionów pielgrzymów.

Obraz Maryi został odbity na płaszczu zwanym „ayate”, wykonanym z włókien kaktusa –agawy. Było to ubranie powszechne wśród najuboższych Azteków tamtego czasu, a właśnie z tej warstwy społecznej pochodził Juan Diego. Materiał ten jest bardzo nietrwały i po kilkudziesięciu latach ulega zużyciu. Fenomenem jest fakt, że minęło prawie 480 lat, a obraz nadal jest w doskonałym stanie i to pomimo kilku prób jego zniszczenia. Barwy nie wyblakły, płótna nie zaatakowały grzyby ani bakterie. Co więcej, tkanina ze względu na swą nieregularność kompletnie nie nadaje się do malowania.

Nie mniej ciekawa jest przedstawiona na obrazie postać Maryi. Jest ona przepasana czarną czy też purpurową wstążką, związaną z przodu w kokardę. Dla Azteków był to znak, że kobieta jest w ciąży. Poniżej na tunice, na środku obrazu widoczny jest kwiat jaśminu – według wierzeń Indian – symbol słońca. Płaszcz pokryty jest gwiazdami, obrazującymi niebo, wszechświat. Indianie połączenie tych znaków odczytywali jednoznacznie: kobieta na obrazie nosi w sobie słońce, czyli Boga, który jest centrum wszechświata. To, co dla nas jest ornamentem, dla Indian było kompozycją czytelnych symboli, tworzących jasny przekaz.

Trzecim fenomenem jest kwestia nazwania tej, która się objawiła Juanowi Diego. Hiszpanie nazwali ją „z Guadelupy”. Jednak specjaliści znający język ówczesnych Azteków – Nahuatl są zgodni, że takie słowo nie istnieje, a najbliższe mu fonetycznie: „coatlaxopeuh” oznacza „pogromczyni węża”. Podobnie jak obraz, tak i nazwa przemawiała do wyobraźni Indian, którzy czcili dotąd boga przedstawianego pod postacią pierzastego węża. Jedynym wytłumaczeniem skąd się wzięła w historii Guadalupa jest interpretacja konkwistadorów, którzy słysząc podobnie brzmiącą nazwę, musieli ją skojarzyć z wizerunkiem Maryi, którą sami czcili w Hiszpanii, w wiosce Guadalupa.

Historia obrazu jest tak pełna cudów i znaków, że jej przyjęcie to kwestia wiary, stąd płyną kontrowersje. Podobnie jak w przypadku całunu turyńskiego zawsze zostaną okoliczności niewyjaśnione, zarzut fałszerstwa. Kościół zawsze był ostrożny w sprawach prywatnych objawień. Ciekawe są jednak skutki powstałe w wyniku opisywanych zdarzeń. Musiał zaistnieć mocny fakt, który przekonał biskupa, by uwierzył prostemu, ubogiemu Indianinowi, ochrzczonemu zaledwie kilka lat wcześniej. Ponadto przez Maryję dokonał się w tym czasie jeszcze większy cud niż objawienie – wkrótce ochrzczonych zostało osiem milionów Indian, cały Meksyk stał się chrześcijańskim krajem, ogromna masa ludzi uwierzyła w Boga przyniesionego przez najeźdźców. Z pewnością mogło się to dokonać, gdyż Indianie zyskali w wierze orędowniczkę, do której mogli się zwracać, swoją Morenitę.

Swoistą pieczęć wiarygodności zdarzeń podbił Kościół, wprawdzie bardzo późno, ale jednak. W 2002 roku Jan Paweł II wyniósł Juana Diegę na ołtarze, czyniąc go pierwszym kanonizowanym tubylcem, Indianinem.

Andrzej Iwański

Ostatnio zmieniany wtorek, 03 styczeń 2017 11:14

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Głos Ojca Pio 104 (2/2017)

Tym razem „Głos Ojca Pio” podejmuje problem grzechu pokoleniowego, nie wszyscy bowiem wiedzą, że Kościół w Polsce wypowiedział się na ten temat jednoznacznie, podkreślając, że każdy osobiście ponosi odpowiedzialność za...

Czytaj więcej

    


Rekolekcje wielkopostne

REKLAMA

WIDEO

R   E   K   L   A   M   A

Newsletter