Start arrow Życie i duchowość arrow Duchowość arrow Zdobywał słabych i grzesznych
Zdobywał słabych i grzesznych Drukuj Email

Misją Ojca Pio było przyprowadzanie ludzi do Boga. Słabych i grzesznych. Wiedział, że Jezus Chrystus nie zna innych granic, jak tylko przeszkody postawione w sercu zagubionego człowieka.

Ojciec Pio doskonale rozumiał problemy duszpasterskie. Pamiętał, że Jezus powołał go nie tylko dla osobistego uświęcenia, ale także chciał, aby pomagał Mu w zbawianiu dusz. Pisał, że Jezus w Ewangelii posyłał do innych swoich uczniów, bo wiara nie ogranicza się do doświadczenia prywatnego i wewnętrznego, ale ma być świadectwem publicznym i wspólnotowym. Przyjaźń z Jezusem była dla niego tak pięknym darem, że nie potrafił jej zatrzymać dla siebie i czuł wewnętrzną potrzebę przekazania jej innym. Pragnął dotrzeć z Jego Ewangelią do wszystkich ludzi na świecie.

Image
fot. Voce di Padre Pio
 

Gdy brakuje dobrych kapłanów
Ojciec Pio bardzo cenił kapłanów, ponieważ bez nich śmierć i męka Chrystusa wydawała się nie służyć niczemu. „Na co przydałby się dom pełen złota – pytał – gdyby w nim nie było nikogo, kto otworzyłby drzwi?”

To Bóg chciał, aby nieustannie modlił się i cierpiał za księży. Dowiadujemy się o tym z relacji, jaką 7 kwietnia 1913 roku przesłał do ojca Agostina: „W piątek rano leżałem w łóżku, kiedy objawił mi się Jezus. Był udręczony, w opłakanym stanie. W widzeniu pokazał mi rzeszę kapłanów: jedni z nich odprawiali mszę świętą, inni zakładali i zdejmowali szaty liturgiczne. Widok Jezusa był bardzo przykry. Spoglądał na tych kapłanów przerażony. Odwrócił od nich swój wzrok i skierował spojrzenie na mnie. Wtedy dwie łzy spłynęły Mu po policzkach. Z cierpieniem na twarzy, powiedział: „Rzeźnicy! Mój synu, moja męka nie trwała trzy godziny, gdyż z powodu ludzi konam aż do końca świata. Szukam choćby jednej kropli ludzkiego współczucia, lecz oni zostawiają mnie samego i przytłoczonego obojętnością. Niewdzięczność i ospałość moich sług czyni moje konanie bardziej uciążliwym. Źle odpowiadają na moją miłość! Do zobojętnienia dodali wzgardę i brak wiary. Z miejsca bym ich uśmiercił, gdyby nie powstrzymywali mnie ich Aniołowie Stróżowie i dusze we mnie zakochane”.

Kryzys mówienia o Bogu był dla niego kryzysem wiary, miłości i życia duchowego. „Jaką misję otrzymali apostołowie – pytał – jak nie głoszenie słowa Bożego?” Ubolewał, że tak mało z powołanych na Bożą służbę, dobrze wypełnia swoje obowiązki, a ludzie odchodzą od Boga z powodu braku dobrych kapłanów, którzy głosiliby im Ewangelię.

W 1919 roku prosił ojca Agostino o nowych spowiedników, gdyż „prawdziwym okrucieństwem i tyranią jest odsyłać co dzień tysiące dusz przybywających z odległych miejsc z zamiarem obmycia się z grzechów, bez możliwości uzyskania tego z powodu braku kapłanów”.

Zdobywca serc
Sam nie tyle zdobywał uszy słuchaczy, co podbijał ich serca, celebrując msze święte, sprawując sakrament pojednania i towarzysząc im duchowo.

„Jego msza święta była długa – wspominał wizytę u Ojca Pio Jan Paweł II – widać było na jego twarzy, że głęboko cierpi. Tam na ołtarzu w San Giovanni Rotondo dokonywała się bezkrwawa ofiara Chrystusa i w tym czasie krwawiące rany na rękach przywodziły mi na myśl ofiarę ukrzyżowanego Jezusa”.

Kiedyś pewien morderca przyszedł do Stygmatyka, aby się wyspowiadać, ale nie wyznał grzechu zabójstwa. „To wszystko, mój synu?” – pytał go Ojciec Pio. Człowiek ten, choć trzy razy słyszał pytanie, to jednak milczał. Wtedy Ojciec Pio pogrążył się w modlitwie, wstał i poprowadził tego penitenta za ramię do kościoła. Tam mężczyzna zobaczył w ławce ofiarę zabójstwa i zemdlał. Kiedy odzyskał przytomność, z żalem wyznał winę i pojednał się z Bogiem.

Słowem i przykładem pomagał ludziom stawać się świętymi, rozbudzał w nich ewangeliczne ideały, uwalniał od iluzji, że szczęście znajduje się poza Bogiem. W listach kierował się mądrością, miłością i ojcowską cierpliwością. „Twoje zbawienie – pisał do córki duchowej Ojciec Pio – nie mniej niż moje własne, leży mi na sercu. Pięćdziesiąt razy dziennie powierzam cię Jezusowi”. „Skoro nie potrafisz iść wielkimi krokami po drodze, jaką Pan cię prowadzi, to zadawalaj się małymi i cierpliwie czekaj, aż kiedyś urosną nogi zdolne do biegu i skrzydła do latania. Jesteś małą pszczółką, ale staniesz się wielką i wytwarzającą miód”. Ojciec Ignazio z Jelsi zanotował, że w 1921 roku do San Giovanni Rotondo przynoszono siedemset listów dziennie. Była to liczba wyjątkowa jak na lata dwudzieste XX wieku.

Słowa Chrystusa: „Paś owce moje” oznaczały dla Ojca Pio: „Cierp za moje owce”. „Wzorem i przykładem – stwierdził – według którego należy kształtować i prowadzić życie, jest Jezus Chrystus”. Upodobnił się do Niego. Przemawiał do bliźnich, do tysięcy pielgrzymów przez widoczne stygmaty. Dla wielu były one „magnesem, amboną i orędziem z nieba”.

Troska o świętość ludzkich dusz była charakterystycznym rysem jego życia i misji.

Przysłał nas Ojciec Pio
Ojciec Pio wychowywał licznych naśladowców. Często nakazywał swoim duchowym dzieciom, by przyprowadzili do niego kogoś ze swojej rodziny, grona znajomych lub też zupełnie obcych ludzi, których im wskazał. Często były to osoby niewierzące, a nawet wojujące z Kościołem. W ten sposób wychodził do ludzi zagubionych duchowo, nie opuszczając klasztoru, szukał tych, którzy byli daleko.

Któregoś dnia po wyspowiadaniu pewnej kobiety, powiedział do niej: „Przyślij mi tutaj twoją siostrzenicę”. Ponieważ mieszkała ona w jednym z miast na północy Włoch, ciocia zadzwoniła do niej. Po przyjeździe do San Giovanni Rotondo dziewczyna weszła do kościoła. Stygmatyk stał wśród ludzi, lecz zwrócił się właśnie do niej i od razu zawołał ją po imieniu.

Innym razem posłał swoich synów duchowych do zupełnie nieznanego im człowieka, leżącego na łożu śmierci, by odmówili za niego różaniec. Paolo Nigro był nauczycielem, który wśród uczniów rozpowszechniał swoje ateistyczne przekonania. Po tej wizycie odzyskał zdrowie, pojechał do San Giovanni Rotondo, gdzie wyspowiadał się u Ojca Pio i nawrócił. Potem sam przywoził innych do San Giovanni Rotondo, chcąc w ten sposób naprawić krzywdy wyrządzone wcześniej swoją działalnością.

Przytoczone świadectwa uwiarygodnia adnotacja z klasztornej kroniki. Przełożony klasztoru, o. Lorenzo zapisał: „Muszę zauważyć, że słowa Ojca Pio ściągnęły do San Giovanni Rotondo wielu nieochrzczonych i protestantów, którzy przyjęli u nas sakramenty i wrócili do Kościoła. Wiele osób dalekich od życia religijnego wróciło gorliwie do praktyk religijnych”.

Szkodliwe milczenie
W kwestii głoszenia innym wiary w Boga Ojciec Pio podzielił chrześcijan na trzy grupy: niewolników grzechów, najemników korzyści i synów miłości. Pierwsi żyli z dala od Boga w grzechu śmiertelnym. Drudzy trwali w łasce uświęcającej, ale pod wpływem wstydu, lęku i zamknięcia się w sobie nigdy publicznie nie głosili Boga. Choć wierzyli w życie wieczne, to jednak w postępowaniu kierowali się opiniami i obawami ludzkimi. Trzecia grupa to ci, którzy żyli w przyjaźni z Bogiem i angażowali się w głoszenie Ewangelii spotkanym ludziom. Ci chrześcijanie byli prawdziwymi uczniami Chrystusa i synami Kościoła.

Dla Ojca Pio wierzyć w Boga, znaczyło żyć łaską uświęcającą i troszczyć się o zbawienie bliźnich. Mówić innym o Bogu nie z obowiązku, lecz z potrzeby serca. „Gdybyś powiedział słońcu – pisał – że nie może świecić, to skłamałbyś. Mówiąc, że chrześcijanin nie jest apostołem, zasmucasz Jezusa i czynisz Go kłamcą. Bo łatwiej jest słońcu nie ogrzewać i świecić, niż chrześcijaninowi nie głosić wiary”. Pożytecznymi katolikami byli dla niego ci, którzy żyli w przyjaźni z Bogiem i pracowali w Kościele dla zbawienia świata. „Na litość Chrystusa, proszę – ostrzegał – abyście nigdy nie oziębli w gorliwości apostolskiej. Biegnijcie i nigdy się nie zatrzymujcie na drodze głoszenia Boga i miłowania bliźnich. Zatrzymanie się oznacza cofanie się po własnych śladach”.

Chrześcijanin był dla niego „żywą księgą”, z której wyczytywał istnienie Boga. Mawiał, że lepiej być chrześcijaninem, nie ogłaszając tego, niż tylko mówić i nim nie być. „Jeżeli zły przykład – pisał – jest czymś strasznym i zgubnym, to ileż pożytku przynosi dobry przykład”.

Wiedział, że milczenie o Bogu szkodzi ludziom. Mawiał, że kto pełen jest Boga, ten znajdzie sposoby, aby pozyskać innych dla Chrystusa. Uważał, że ten, kto ma w sobie miłość, powinien głosić prawdy boskie.

Niezbędny element ewangelizacji
„Bóg nie wszystkich wzywa do tego – stwierdził – aby zbawiali dusze i szerzyli Jego chwałę przez wyjazd na misje. Człowiek przyczynia się do zbawienia dusz przez autentyczne życie chrześcijańskie, modląc się nieustannie do Boga, aby przyszło Jego Królestwo, aby nie wystawiał na pokuszenie i zachował od złego”. Powtarzał, że jeżeli nie ma modlitwy, nie będzie także ewangelizacji.

Był człowiekiem prawdziwej modlitwy. „Ojciec Pio – wspominał pewien zakonnik – modlił się zawsze, w dzień i w nocy. Jego pierwszą katedrą nauczania nas był chór zakonny, w którym spędzał długie godziny, trwając na kolanach jako wierny czciciel Jezusa utajonego w Eucharystii. Gdy był razem z nami, modlił się. Odpowiadał na nasze pytania trzymając różaniec w ręku lub na piersiach, za szkaplerzem habitu. Często powtarzał, że modli się za nas, o zbawienie dusz”.

 Modlił się z pokorą, ufnie i wytrwale. Apostolat modlitwy stawiał na równi z apostolatem słowa: „Módlmy się za przewrotnych i oziębłych, módlmy się za gorliwych. Szczególnie módlmy się za tych, którzy pracują nad zbawieniem dusz i dla chwały Bożej na misjach, wśród tak wielu niewiernych i zatwardziałych ludów”.

Potrafił przejąć się do głębi potrzebami innych. Na modlitwie wsłuchiwał się w glos Boga, który objawiał przed nim tajemnice serc innych ludzi. „Kiedy tylko uklęknąłem przy konfesjonale Ojciec Pio – wyznał Alberto Del Fante Del Fante, członek loży masońskiej i dziennikarz, który w czasopiśmie Laicka Italia publikował artykuły ośmieszające Ojca Pio, twierdząc, że jest manipulatorem, któremu udaje się zwodzić tysiące łatwowiernych ludzi – spowiednik sam wymienił moje grzechy. Po tych słowach poczułem, jak moje serce pęka na pół, jakby przepołowione słodkim ostrzem. Płakałem, zgarbiony, i tylko co jakiś czas podnosiłem zalaną łzami twarz. Ojciec Pio zaś przytulił mnie i zaczął płakać razem ze mną”.

Największe ubóstwo
„Po mojej śmierci – mówił Ojciec Pio – będę mógł czynić więcej dobra niż za życia. Moja prawdziwa misja rozpocznie się dopiero po mojej śmierci”. W dniu pogrzebu, 26 września 1968 roku, żegnało go ponad sto tysięcy wiernych.

Dziś Stygmatyk jest jednym z najpopularniejszych świętych Kościoła. W 2006 roku magazyn Famiglia Cristiana na podstawie przeprowadzonej ankiety donosił, że włoscy katolicy spośród wszystkich świętych najczęściej modlą się do Ojca Pio. Nic dziwnego, skoro na całym świecie ciągle powstaje wiele parafii i wspólnot pod jego wezwaniem oraz kilka tysięcy Grup Modlitewnych, w których zgromadziło się kilka milionów jego czcicieli i naśladowców.

Duchowe promieniowanie Ojca Pio sprawia, że do jego grobu w sanktuarium w San Giovanni Rotondo pielgrzymuje rocznie kilka milionów osób z wielu krajów i kontynentów, ludzi słabych i grzesznych, którzy wciąż się tam nawracają do Boga. Dawanie Boga było i nadal jest jego pierwszym aktem miłosierdzia wobec ludzi, ponieważ za największe ubóstwo uważał nędzę ducha i nieznajomość Jezusa Chrystusa.

Robert Krawiec OFMCap

„Głos Ojca Pio” [72/6/2011]


Historia nawrócenia ateisty, Paola Nigro

Paolo Nigro po uzyskaniu dyplomu z literatury klasycznej w 1936 roku, kontynuował naukę na drugim kierunku – filozofii. W 1940 roku obronił pracę końcową, w której negował istnienie Boga. Po studiach uczył w liceach i rozpowszechniał swoje przekonania, mimo że miał u swojego boku kobietę gorliwej wiary, wychowanicę karmelitanek.

W najlepszych latach swojej działalności intelektualnej Paolo został dotknięty chorobą. Suche zapalenie opłucnej doprowadziło go wiosną 1950 roku na skraj śmierci. Lekarze stwierdzili, że nie ma dla niego już żadnej nadziei.

Tymczasem w pewną kwietniową sobotę do drzwi jego domu w Taranto zapukało dwóch mężczyzn: Otello Risaliti i Carlo Lusardi. Maria, żona Paola, nie chciała wpuścić obcych. Miała dwoje małych dzieci, a mąż leżał w gorączce, która sięgała 42 stopni, był półprzytomny i miewał chwile zapaści. Oni jednak nalegali: „Przysłał nas Ojciec Pio i musimy odmówić różaniec za ciężko chorą osobę”. Kobieta, która nigdy nie słyszała o takim zakonniku, była coraz bardziej zakłopotana. Zapytała chorego, a ten, słysząc o różańcu, wyraził zgodę.

Santina, córka Paola, która wtedy była jeszcze dzieckiem, tak opisuje to wydarzenie: „W czasie modlitwy tato był dość niespokojny i nagle powiedział do mamy: «Mario, odeślij stąd tego mnicha w kapturze, który stoi przy łóżku». Mama nic nie odpowiedziała, przypisując tę wizję wysokiej gorączce”.

Po zakończeniu różańca panowie dyskretnie poprosili Marię, by przyjęła pieniądze: „Przysyła je Ojciec Pio. Będą potrzebne w nadchodzącym tygodniu, by opłacić pani mężowi podróż do San Giovanni Rotondo, ponieważ Ojciec chce się z nim widzieć. Wystarczą również na lekarstwa”. Santina wyjaśnia: „Było to tak, jakby Stygmatyk wiedział, że byliśmy bez grosza i nie stać nas było na kupienie penicyliny, która wtedy była niezwykle droga!”.

W poniedziałek następnego tygodnia chory miał się już lepiej, a gorączka znikła. Lekarze byli mocno zdziwieni. Jego stan zdrowia tak szybko się poprawiał, że już pod koniec tygodnia w towarzystwie panów Risalitiego i Lusardiego pojechał do San Giovanni Rotondo.

„Tata – wspomina Santina – rozpoznał w Ojcu Pio mnicha, który w minioną sobotę stał przy jego łóżku w trakcie odmawiania różańca. Zbliżył się do niego i z płaczem rzucił się na kolana. Ojciec Pio podniósł go i powiedział: «Jeśli będziesz płakał, to więcej nie przyjdę do twojego domu».

Następnego dnia tata wyspowiadał się u Świętego, który przywrócił go do Bożych łask i przyjął do grona swoich duchowych dzieci. Odtąd tata stał się kimś zupełnie innym, uczestniczył codziennie w mszy świętej i przyjmował Komunię. Ojciec Pio ciągle towarzyszył mu w tych pierwszych krokach nowego życia. Często odwiedzał go w domu. Podczas rekonwalescencji tata czasami mówił do mnie: «Santina, Ojciec Pio kładzie rękę na twojej głowie».

Często widziałam, jak tata płakał z powodu swojej ateistycznej przeszłości. Chciał ją wymazać i naprawić, przywożąc wiele osób do San Giovanni Rotondo i kierując je ku Bogu”.

***Fragment z książki: o. Marcellino IasenzaNiro „Charyzmatyczny kapłan. Świadectwa tom 2”. Skróty pochodzą od redakcji.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Myśl Ojca Pio
Bądź w rodzinie duszą o głębokich przekonaniach, uśmiechniętą podczas wyrzeczeń i wytrwałą w poświęcaniu całej siebie.
Nowy numer

e-wydanie: eGazety.pl
e-księgarnia: e-Serafin.pl
promocja: z notesem
 
Sonda
Najtrudniejszy uczynek miłosierdzia to:
 
Informacje o Cookies
Nasz portal wykorzystuje pliki cookies. Możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki
Czytaj całość…
 
doOjcaPio.pl - portal pielgrzymkowy
e-kartki
kapucyni.pl