Korespondencja Ojca Pio
Listy 15-16 Apatia i senność | Listy 15-16 Apatia i senność |
|
|
List Raffaeliny Cerase Savona, 8 lipca 1914 roku Boże Jedyny! Duchu Święty! Pomóżcie mi! Wielebny Ojcze, dzisiaj po południu mija piętnaście dni, od kiedy wraz z siostrą wyjechałyśmy. Zatrzymałyśmy się na półtora dnia we Florencji i w sobotę o szóstej dojechałyśmy z pomocą Bożą tu, do Savony, do tego świętego miejsca, w którym gościmy. Jest to bursa prowadzona przez siostry zakonne, które mają również pensjonat dla kobiet. Przepiękne miejsce. Wspaniałe widoki: morze, wzgórza, bujna zieleń. Milczenie, cisza, spokój natury wpływają na ciało i przemawiają do duszy. Tutaj duch odpoczywa spokojnie, całkowicie oderwany od codziennych problemów. Rozkoszuje się przebywaniem w tych świętych murach, otoczony czystymi, pobożnymi, pięknymi i świętymi duszami, poświęconymi Bogu przez trzy śluby. Wszędzie je widzę – w małym kościółku, w chórze zakonnym, w refektarzu, w ogrodzie, na przestronnych korytarzach. Widzę osoby, które prawdziwie kochają i poświęcają się dla Jezusa. Siostry, nowicjuszki, postulantki, wychowanki – wszystkie swoim życiem świadczą o Nim i wydaje mi się, że bezwiednie, w milczeniu wypominają mi surowo moją gnuśność, potępiają moje egoistyczne, wygodne, puste i bezużyteczne życie. Jest to wielka łaska, której Jezus udzielił mi przez Was. Jeśli nie nawrócę się teraz, podczas tego świętego czasu, to nigdy to nie nastąpi. Co mam zrobić? Powiedzcie mi. Jak odpowiedzieć, jak wynagrodzić dobremu Jezusowi? Podpowiedzcie mi, święty Ojcze. Ja nic nie potrafię. Jedynie zakrywam twarz ze wstydu. Jak bardzo byłam zła, niewdzięczna!!!... Jak wiele grzechów popełniłam... Przez wiele dni od naszego przybycia tutaj do tego stopnia miałam zły humor, że drażniło to moją, tak bardzo potrzebującą pokrzepienia, siostrę. Ani świadomość obecności Jezusa, który jest zawsze z nami w tym pięknym kościółku, ani też przyjęcie Go w Komunii Świętej nie były w stanie mnie uspokoić. Nic mnie nie cieszyło. Dręczyła mnie apatia i senność. Ciągle chciało mi się płakać. I właściwie nie wiem, co mnie nieustannie drażniło i powodowało cierpienie. W takim stanie znajdowałam się przez wiele dni. (Może w tych dniach opuściliście mnie i zapomnieliście modlić się za mnie?) Tak wiele grzechów... w tym trybunale nawrócenia... Teraz, po piętnastu dniach jestem nieco spokojniejsza, ale w moim wnętrzu nadal odczuwam apatię, obojętność, zupełny chłód. Co powinnam zrobić? Powiedzcie mi to Wy, dobry i święty Ojcze. Ja się gubię. Kościółek, w którym się modlimy, przepełnia mrok (co – aż wstyd wyznać – prowokuje moją senność). Nawet w okularach nie jestem w stanie czytać. Jest to dla mnie źródłem prawdziwego zmartwienia, gdyż mój ubogi język nie potrafi nic od siebie powiedzieć Jezusowi. Mój Ojcze, powiedzcie Jezusowi, że nie mogę i nie chcę więcej czytać książek napisanych przez innych. Jedyną moją książką niech będzie On – Ukrzyżowany, obecny w sakramencie. Niech On zostanie moim jedynym nauczycielem. Wyproście mi to u Jezusa, dobry Ojcze. Ja nic nie potrafię. Dosłownie nic! To samo dotyczy pisania. Moim piórem niech będą gwoździe z Jego krzyża, a atramentem Jego najdroższą krew. Emocjami, myślami, słowami niech będą Jego rany, ciernie i godne uwielbienia Jego słowa. Mówcie Jezusowi o mnie. Módlcie się w mojej intencji. Dziękujcie Mu bardzo za wszystko, co dla nas czyni. To On towarzyszył nam, prowadził nas, pomagał w życiu i we wszystkich sytuacjach. Moja siostra jedynie we Florencji poczuła ból żołądka, tutaj już nie – przynajmniej tak mnie zapewnia. Nie wiem, czy nie ukrywa czegoś przede mną, aby mnie nie niepokoić. Ja ciągle się boję, wątpię i nieustannie zamartwiam. To ostry cierń ukryty w głębi mojej duszy, który mnie rani i nie pozwala zaznać pokoju. Dla Was, Ojcze, wszystko jest jasne. Znacie najświętszą wolę Boga. Powiedzcie Jezusowi, aby uzdrowił moją biedną siostrę. Na ziemi nie mam nikogo oprócz niej. Niech wezwie nas do siebie, zjednoczone w życiu i śmierci. Nie chcę patrzeć na jej cierpienia. Wycierpiała już bardzo dużo. Oczywiście, nie wybrała z własnej woli stanu, w którym się znajduje. Wprost przeciwnie: po dwunastu latach zmagań, udręk i łez, Jezus powołał do siebie, po krótkiej chorobie serca, jej młodego, pięknego, bardzo dobrego i pobożnego narzeczonego. Siostra pozostała ze złamaną przyszłością, pustym życiem. Jest ciągle niezadowolona, pragnąc nieustannie pokoju i rodzinnych uczuć. Samotność odstrasza ją i wywołuje smutek. Wiara częściowo jej pomaga, podnosi ją na duchu. Jednak z powodu tego wielkiego nieszczęścia, nie jest dla niej wszystkim, dlatego jest niezadowolona z narzuconej siłą sytuacji. Tak pokrótce wygląda historia mojej nieszczęśliwej siostry. Gdyby całkowitego wyrzeczenia, o którym pisałam w ostatnim liście, dokonała z miłości do Jezusa, byłaby najszczęśliwszą z ludzi. Natomiast poddała się przygnieciona tym, co się stało. I stąd Wasze surowe napomnienie w ostatnim liście z dwudziestego pierwszego ubiegłego miesiąca: „Niech Bóg Ci wybaczy. Tym razem przesadziłaś. Uważaj od dzisiaj, abyś nie popadła na nowo w podobne ekstrawagancje”. Czy zasłużyłam na to? Powiedzcie szczerze, dobry Ojcze. Ale i tak Wam dziękuję. W ten sposób winniście postępować z niegodną tercjarką, jaką jestem, niestety tylko z imienia. Musicie traktować ją surowo: besztać, karać. Jak zwykle dzięki Waszym modlitwom Jezus sprawił, że spotkałam starszego kapucyna, który w każdy czwartek przychodzi tutaj, do sióstr, spowiadać. Jednak po raz pierwszy wyspowiadał mnie w swoim klasztorze, znajdującym się niedaleko klasztoru sióstr. Położony jest on nieco wyżej, w pięknym miejscu, gdzie panuje głęboka cisza, Boży pokój. Jednym słowem – przedsionek nieba. Czego mi jeszcze brakuje do zbawienia? Miłości Jezusa – tylko tyle! Jedynie Wy możecie ją dla mnie wyprosić. Wybłagajcie dla mnie prawdziwą pokorę, cierpliwość, całkowitą jedność z Bożą wolą, miłość do Krzyża i cierpień. Wyproście Jego drogie błogosławieństwo dla każdego naszego kroku, dla każdej rzeczy, dla wszystkich naszych spraw. Także dla wszystkich naszych nieszczęśliwych krewnych, dla mojej duchowej przyjaciółki, która pilnuje naszego domu. Błagam również o Wasze święte błogosławieństwo dla mnie i mojej siostry. uboga tercjarka Mój obecny adres: Rafaelina Cerase – Concitto Suore della Purificazione – Pensione dame – Villetta – Savona. Oczekuję z niecierpliwością Waszego długiego i drogiego listu. Dzwoni dzwonek z refektarza. Niech żyje Jezus!
Odpowiedź Ojca Pio Pietrelcina, 14 lipca 1914 roku J.M.J.D.F.C. Wybrana córko Jezusa Chrystusa, łaska Ducha Świętego niech Cię przemieni i uczyni droższą Boskiemu Oblubieńcowi. Dziękuję Miłosierdziu Bożemu, że dało Ci odczuć to, co przeżywa się w cieniu świętych murów klasztornych. I podczas, gdy cieszę się wraz z Tobą, moja siostro, nie potrafię powstrzymać łez, czując się pozbawionym żywej siły płynącej z klasztoru, do którego powołał mnie z ogromną miłością Pan miłosierny. To wspomnienie jest dla mnie jak miecz, który przebija moje serce, powodując nieustanną agonię. Świadomość nieustannego oddalania się sprawia, że moje życie wyczerpuje się powoli. Niech jednak zawsze spełnia się wola Niebieskiego Ojca, bo wszystko, co zarządzi, jest słuszne. To, co się Tobie przydarza, nie pozostawia żadnej wątpliwości co do swych źródeł. Bądź więc spokojna, bo tym, kto w Tobie działa, jest Pan. Pozbądź się wszelkiego strachu. Działanie szatana w Tobie łatwo można odróżnić od działania Boga. I sama jesteś już w stanie zauważyć różnicę. Tym, kto Cię niepokoi i prowokuje wzburzenie, jest szatan. Bóg natomiast oświeca Cię i pociesza. Dusza, która odkrywa w sobie tendencję do umniejszania sobie, pokory wobec swego Pana, pragnienie znoszenia w tym samym czasie każdego cierpienia, przyjęcie wszystkiego po to tylko, aby podobać się swemu Oblubieńcowi, nie może nie zauważyć, że pochodzi to od Boga. Gorące pragnienia miłości, jakie odczuwa dusza do swego Pana, nie są, ani też nie mogą być, przywidzeniami czy iluzją. Powtarzam zatem, że przyczyną dziejącego się w Tobie dobra jest łaska Jezusa. Pozwól, aby Oblubieniec zaczął działać w Tobie i prowadził Cię po tych drogach, po których sam chce. Wszystko, co odczuwasz w swoim wnętrzu jako efekt przebywania wśród pobożnych osób, poświęconych miłości i służbie Panu, jest znakiem, że Twoja dusza usilnie szuka swego Stworzyciela. Uczucie wstydu w otoczeniu ludzi kochających Boga jest dobrym znakiem. Jednak chciałbym Cię przestrzec. Umniejszanie sobie przed Panem w takiej sytuacji jest dobrem. Ale strzeż się fałszywej pokory, która wywołuje zniechęcenie, gdyż bez wątpienia doprowadzi Cię do załamania. Powinnaś dziękować Panu, że w narodzie, który nie jest święty, są osoby szlachetne, poświęcone zupełnie miłości do Jezusa, a także nieustannie starać się coraz pilniej zachowywać Boże przykazania oraz obowiązki wynikające z własnego stanu. Zjednocz swoje serce z Sercem Jezusa i żyj pokornie, zgodnie z Jego wolą. Staraj się naśladować prostotę Jezusa, utrzymując serce z dala od spraw ziemskich i cielesnych. Staraj się zawsze mieć czyste myśli, prawe pragnienia i święte intencje. Niech Twoja wola nie szuka niczego poza Bogiem, Jego wolą, chwałą i czcią. Przeglądajmy się, moja droga, w Jezusie, który prowadzi ukryte życie. Jego nieskończony majestat skrywa się w cieniu i ciszy skromnego warsztatu w Nazarecie. Starajmy się i my prowadzić życie wewnętrzne całkowicie ukryte w Bogu. Niech Cię nie przeraża krzyż. Najpewniejsza próba miłości polega na cierpieniu dla ukochanego. A jeśli Bóg dla wielkiej miłości znosił nadludzkie cierpienia, to ból znoszony dla Niego winien być przyjemny jak miłość. W strapieniach, jakimi obdarza Cię Bóg, bądź cierpliwa i odpowiedz Bożemu Sercu z radością. Wiedz, że wszystko to jest tylko nieustanną igraszką Kochającego. Zmartwienia, krzyże były zawsze dziedzictwem i udziałem wybranych dusz. Im bardziej Jezus pragnie doskonałości jakiejś duszy, tym bardziej zwiększa krzyż jej zmartwień. Ciesz się, powtarzam Ci, że jesteś tak bardzo uprzywilejowana i to bez żadnej Twojej zasługi. Im więcej masz utrapień, tym bardziej powinnaś się cieszyć, gdyż dusza pośród cierpień staje się najczystszym złotem, godnym, aby znaleźć się w chwale w Królestwie Niebieskim. Nie potrafię zrozumieć, jak mogłaś nawet w najmniejszym stopniu podejrzewać, że przestałem się modlić za Ciebie w tych dniach, kiedy miałaś zły humor. Oby Twój Anioł Stróż objawił Tobie i przekonał Cię, jak daleka jesteś od prawdy. Jedynie Bóg wie, jak bardzo błagałem Jego serce, abyś wyszła z tego bez rany na duszy. Nigdy z taką natarczywością nie wstawiałem się za Tobą u Bożego miłosierdzia, jak w tych dniach wielkiej duchowej żałoby. Jestem pewien, że w tym czasie przedstawiałem Cię naszemu miłosiernemu Panu nie mniej niż sto razy dziennie. W każdym razie, powinnaś być zadowolona z faktu, że nie odrzuciłaś mnie w swoim duchu. Wyniesiesz z tego wielkie korzyści. Nie trać odwagi, jeśli czujesz duchową oschłość. Nie oznacza ona, że Pan Cię opuścił, do czego chciałby przekonać Cię wstrętny diabeł. Twoja osoba jest zbyt miła Sercu Pana, a wszystko, co w Tobie się dzieje, jest wyszukanym przejawem miłości Jezusa. On pragnie Cię całej dla siebie. Chce, byś złożyła całą swą ufność i uczucie tylko w Nim. Dlatego też posyła Tobie te oschłości duchowe. Czyni to, aby zjednoczyć Cię jeszcze bardziej ze sobą, aby oddalić od Ciebie pewne słabości, których dusza nie uznaje jako takie. Przeciwnie, wielu z nich człowiek ani nie rozpoznaje, ani nie zauważa. Wiem, że stan duszy znajdującej się w takim niedostatku jest opłakany. Rzeczywiście, wydaje się, że wszystko się skończyło, a Pan ostatecznie oddalił się od nas, gdyż jest zmęczony znoszeniem nas. Tymczasem sprawy mają się inaczej! Pan nigdy nie jest z nas tak zadowolony, jak właśnie w tym czasie. Wtedy jest zawsze blisko nas. Więcej – jest w nas i pomaga w walce. Bądź więc spokojna, bo Pan będzie walczył za Ciebie i nigdy się od Ciebie nie oddali. W czasie, gdy Jezus pragnie poddać próbie Twoją wierność, powinnaś zabiegać nieustannie o wypełnianie swoich obowiązków, nie opuszczając żadnej z praktyk, jakie podejmujesz w czasie pociechy i zadowolenia. Nie zważaj na to, że nic nie odczuwasz, gdyż nie jest to mało istotne, a niekiedy może okazać się zgubne dla duszy. Służba Bogu bez odczuwania nawet niewielkiej pociechy jest w pobożności zasadnicza i prawdziwa. Oznacza służenie Bogu i kochanie Go z miłości do Niego samego. Do momentu, w którym dusza nie osiągnie tego, co najistotniejsze w pobożności, znajduje się w niebezpieczeństwie i winno się postępować z nią z wielką ostrożnością i przezornością. Możesz sobie w tym czasie najlepiej pomóc lekturą pobożnych książek. Proszę, abyś w każdym czasie czytała takie książki, jako że są one ważnym pokarmem duszy i pomagają w wielkim rozwoju na drodze doskonałości. I to nie mniej niż modlitwa i święta medytacja, gdyż tak w modlitwie, jak i na rozmyślaniu to my mówimy do Pana, a podczas lektury Bóg mówi do nas. Staraj się, najlepiej jak umiesz, uczynić skarb z tych świętych lektur, a szybko odczujesz odnowę Twojego ducha. Zanim zaczniesz czytać święte książki, wznieś umysł do Pana i proś Go, aby On sam prowadził Twój umysł, przemawiał do Twojego serca i poruszył Twoją wolę. Ale to ciągle za mało. Przed rozpoczęciem lektury zapewnij Pana, i odnawiaj to zapewnienie podczas czytania, że nie czytasz dla wiedzy ani po to, aby karmić ciekawość, a jedynie by Jemu się podobać i sprawić Mu przyjemność. Proszę także, abyś mnie informowała, z jakich książek chcesz korzystać. Książek mówiących o życiu świętych możesz czytać ile tylko jesteście w stanie, ale i o nich, pokornie proszę, przekazuj mi informacje, o ile będzie to możliwe. Zauważam, że staję się dla Ciebie zbyt wymagający, ale liczę na Twoją wyrozumiałość. Bóg jednak wie, że nie czynię tego w sposób autorytarny. Dziękuję Panu i cieszę się, że zdrowie Twojej siostry się poprawia. Wierzę głęboko, że Pan da jej takie zdrowie, z którego obie będziecie zadowolone. Nie cofam mojego napomnienia dotyczącego Twojej najdroższej siostry, jakiego udzieliłem Ci w ostatnim liście. Jeszcze mniej akceptuję Twoje usprawiedliwienie. Prawdą jest, moja droga, że to, co czynimy z własnego wyboru, jest lepsze i przynosi większe zasługi niż to, co czynimy – można tak stwierdzić – z konieczności. Nie oznacza to jednak, że te ostatnie czyny są bezwartościowe. Pan posługuje się niekiedy drugorzędnymi sprawami, aby osiągnąć swój cel. Co więcej, jest to Jego zwyczajne postępowanie. Nie przejmuj się, że kiedy znajdujesz się w ciemnym kościółku, nie zadawalają Cię głośne modlitwy z pobożnych książek. Używaj ich raczej sporadycznie, gdyż łatwo męczą duszę. Staraj się, o ile jesteś w stanie, korzystać z modlitwy myślnej i medytacji. Muszę przerwać. Nie mogę dalej pisać. Opuszczają mnie siły fizyczne. Przed zakończeniem tego listu proszę, abyś wstawiała się za mną u Bożego Miłosierdzia. Módl się nadal w mojej intencji. Bóg niech Cię błogosławi i zabierze cierpienia Twoje i Twojej siostry, i tych wszystkich osób, które są Ci drogie. Niech zwróci na Ciebie swoje spojrzenie i pocieszy Cię swoją miłością. Pozostaję Twoim biednym sługą Brat Pio PS Gdy tylko dotrze do Ciebie ten list, wyślij mi jakąś kartkę pocztową. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|









